Pucharowe rozkminki 2017/18 – III runda, FC Utrecht

Po dwóch konfrontacjach z mniej znanymi rywalami, trafiamy na pierwszy łakomy kąsek na naszych tegorocznym europejskim szlaku.

Wyjazd na finał do Lyonu już coraz bliżej. Po ogoleniu macedońskich ogórków stoczyliśmy zacięty wyjazdowy bój z potężnymi Norwegami, ale udało się przeważyć szalę awansu na naszą stronę w rewanżu, rozgrywanym u siebie. Dzień po pierwszym meczu, w uefowskiej dziupli odbyło się losowanie. Pierwszym znakiem, że żarty się skończyły była osoba losująca. Wreszcie na scenę, zamiast jakiegoś leszcza, wyszedł znany szuler i krętacz, Jerzy Marchetti, który na dzień dobry poinformował o podziale na koszyki.

Skład naszego trochę nas zmroził, bo mogliśmy wpaść aż na trzech rywali z którymi graliśmy w ostatnich latach, czyli Videoton FC Fehérvár lub Nõmme Kalju i İnter Baku. Na szczęście te opcje szybko odpadły, a pozostały dwie bardzo interesujące – Vaasan Palloseura z Finlandii i Brøndbyernes IF z Danii (oczywiście chodziło o Duńczyków) i Valletta FC z Malty oraz FC Utrecht z Holandii i tu również liczyliśmy na tych drugich. W końcu wszystko stało się jasne i Jerzy o lisiej twarzy wylosował nam parę maltańsko – holenderską! Piłkarze z kraju tulipanów uporali się z maltańczykami, podobnie jak my z Norwegami, tak więc oficjalnie, w III rundzie eliminacji Ligi Europy naszym przeciwnikiem będzie:

FC Utrecht

Pierwszy mecz rozegramy na wyjeździe 27 lipca o g. 19:00, zaś rewanż odbędzie się na Bułgarskiej 3 sierpnia o g. 20:15

UWAGA! Mecz rozgrywamy normalnie w Utrechcie, na stadionie Galgenwaard!

Sektor gości ma pojemność 1150 miejsc, ale nie jest przesądzone ile ostatecznie dostaniemy biletów. Na razie trwa sprzedaż voucherów, które wymienimy w jakiejś pedalskiej strefie kibica, przygotowanej przez Holendrów. Bilety kosztują 10 euro. Oczywiście wyjazdowe informacje, jedyne oficjalne, pewne i sprawdzone, będą podawane w wątku wyjazdowym na forum. Tam jest też temat zbiorczy o wyjazdach w Europie. Tymczasem my zapraszamy na tradycyjną przedwyjazdową rozkminkę, czyli co zabrać, jak jechać, co zobaczyć, zwiedzać, jeść i w ogóle.

Dojazd

Sprawa jest tym razem bardzo prosta, dokładnie tak jak droga z Poznania do Utrechtu. Trzeba pamiętać właściwie tylko dokąd się jedzie i żeby zatankować pojazd. Pod tym linkiem możecie sprawdzić bieżące ceny oleju napędowego, a pod tym ceny benzyny w państwach europejskich. Drogi, zarówno w Niemczech, jak i w Holandii są bezpłatne, także jedyna opłata, którą ktoś może od nas żądać za przejazd to ta w Polsce, na autostradzie A2 i jest to 37 zł w jedną stronę na trasie Poznań – Świecko.

Poznań i Utrecht dzieli, najkrótszą drogą 870 kilometrów. Sprawa, jak wspomnieliśmy nie jest skomplikowana, właściwie wystarczy wsiąść w auto i cisnąć cały czas na zachód, aż do zjazdu na Utrecht. Jeśli ktoś chce sobie uatrakcyjnić podróż, to może już w samej Holandii odbić na Arnhem, co wiąże się z zaledwie 22 nadłożonymi kilometrami.

Miasto

Będzie to zdecydowanie większe miasto niż odwiedzone do tej pory dziury, czyli Strumica i Haugesund. Utrecht to 4. pod względem liczby mieszkańców miasto w Holandii, a zamieszkuje je ponad 100 tysięcy osób więcej niż choćby znane wszystkim fanom piłki oraz użytkownikom sprzętu elektronicznego, Eindhoven. W Utrechcie mieszka ponad 200 tysięcy osób, a miasto jest głównie ośrodkiem przemysłowym. Nie oznacza to jednak, że jest brzydkie, bo znajdziemy tutaj sporo ładnych zakątków i ciekawych zabytków. Utrecht leży w bardzo ważnym miejscu pod względem transportu. Chodzi tutaj zarówno o autostrady w kierunku Rotterdamu i Amsterdamu, ale także o kanał łączący rzekę Ren z Amsterdamem. Na południe od miasta przepływa rzeka Lek, która tworzy część delty Renu.

W samym mieście znajdziemy sporo ładnych kościołów, głównie romańskich i gotyckich, z katedrą (Domkerk), a właściwie jedną z jej naw, która ostała się do dzisiejszych czasów. Niedaleko znajduje się wieża – dzwonnica katedry (Domtoren), która w związku z zawaleniem się jednej z naw stoi do dziś kilkadziesiąt metrów od opisanej wcześniej pozostałej części obiektu.

Sama dzwonnica ma 112 metrów i jest najwyższą taką budowlą w całej Holandii. Pasjonatom historii i zabytkożercom nie może umknąć uwadze także katedra św. Gertrudy, która jest światowym symbolem starokatolicyzmu, a w 1995 roku odwiedził ją św. Jan Paweł II.

Z nowszych budowli, zainteresowanie może wzbudzić Rietveld Schröderhuis, czyli Dom Rietvelda, ponoć znaczące dzieło architektury współczesnej.

W Utrechcie znajduje się też miejsce bliskie naszym sercom – na cmentarzu Begraafplaats St Barbara spoczywają polscy żołnierze, którzy polegli w walkach o wyzwolenie Holandii spod niemieckiej okupacji. Bardziej znanym miejscem, niestety z większą ilością grobów polskich żołnierzy, jest cmentarz w Arnhem, o którym pisaliśmy, że jest z tego głównie względu, wartym odwiedzenia punktem, znajdującym się w dodatku po drodze do Utrechtu z Polski.

Tam w walkach poległo z kolei ponad 340 polskich żołnierzy w słynnej, ale niestety zakończonej klęską operacji Market Garden, zaplanowanej przez Brytyjczyków przeciwko cofającym się Niemcom. O walkach w Arnhem traktowały znane filmy jak O jeden most za daleko, czy Kompania Braci. 

Oczywiście poza wymienionymi miejscami, większość wyjazdowiczów zapewne uda się do Amsterdamu, a być może także do Rotterdamu, aby poczuć pełnię holenderskiego klimatu.

W samym Utrechcie dobrze poruszać się komunikacją miejską, oczywiście jak na kibola zagranico przystało jeżdżąc na gapę. Przy ewentualnym przypale z kanarami nie płaci się jakiś mandatów tylko po prostu każą wysiąść. Tutaj znajdziecie planner podróży, coś jak nasze jakdojade.pl.

Klub

FC Utrecht liczy sobie niespełna 50 lat. Założony został w 1970 roku w wyniku przekształcenia i fuzji 3 zespołów: DOS, Elinkwijk i Velox. Ich historia i wyniki zostały przejęte przez nowy klub. Tym sposobem FC Utrecht ma na koncie mistrzostwo Holandii w roku 1958, a także 3 puchary i superpuchar kraju, zdobyte na początku XXI wieku. Nie jest to więc utytułowany zespół, chociaż na pewno jest to mocny przeciwnik. Znacznie częściej niż trofea, klub zdobywał awans do europejskich pucharów.

Jako DOS grał siedmiokrotnie w Pucharze Miast Targowych, a z bliższych nam czasów, od czasu używania nazwy FC Utrecht, piłkarze w jego barwach wystąpili w pucharach w 14 sezonach. 12 razy był to Puchar UEFA/Liga Europy i raz Puchar Intertoto oraz Puchar Zdobywców Pucharów. Największe sukcesy to dwukrotnie faza grupowa – Pucharu UEFA w sezonie 2004/05 i Ligi Europy, sezon 2010/11. Za każdym razem Holendrzy zajmowali ostatnie miejsce w grupie. Za najlepsze występy należy chyba uznać dwa remisy z Liverpoolem i również dwa podziały punktów z włoskim Napoli, w tym jeden rezultat 3:3. Wymienione 4 mecze zaliczyli właśnie w grupie w sezonie 2010/11.

Holendrzy jak dotąd raz tylko rywalizowali z polskim zespołem – w sezonie 2002/03 odpadli w dwumeczu z Legią Warszawa, a z tego starcia najbardziej zapadły w pamięć awantury na meczu w Holandii. FC Utrecht wrócił do europejskich pucharów po 4 latach przerwy, a przed meczem z nami wyeliminował maltańskie FC Valetta. Więcej o piłce przeczytacie na innych stronach, na tyle, na ile się znamy napiszemy, że nie są to z pewnością ogórki, ale ponieważ niektórzy z nas mają już zabukowane loty do Lyonu w maju 2018 to nie możemy potknąć się na byle przeciwniku.

Oficjalna strona internetowa klubu

Strona klubu na facebooku

Stadion

Zaraz po losowaniu, gruchnęła wieść, że FC Utrecht swoje mecze II rundy eliminacji rozgrywa w Waalwijk na miejscowym kurniku. Faktycznie, mecz z FC Valetta grali we wspomnianej mieścinie, a to z powodu rozgrywania w Holandii, w tym właśnie w Utrechcie, meczów kobiecych Mistrzostw Europy. Szczęśliwie, ostatnie spotkanie tej parodii futbolu rozegrane ma zostać 25 lipca, więc my 27 dnia tego miesiąca, normalnie zagramy na obiekcie FC Utrecht. A jest nim Stadion Galgenwaard, który mieści 23750 kibiców.

Pierwszy stadion w tym miejscu powstał w 1936 roku. Kolejny w 1970 po zmianie nazwy klubu na FC Utrecht. Kolejna przebudowa miała miejsce 11 lat później, a obecny stan i wygląd obiektu, to efekt generalnej jego przebudowy w latach 2001-04.

Stadion ma 4 odrębne trybuny i jest architektonicznie bardzo ciekawy oraz ładny. Trybuny są bardzo strome i położone blisko boiska.

Sektor gości ma prostokątny kształt i jest otoczony wysokim płotem. Wejście na niego też należy do specyficznych, wchodzi się tam niczym do bunkra.

Zdjęcia pochodzą z meczu FC Utrecht – AFC Ajax, kiedy klatka wypełniła się niemal po brzegi.

Adres: Herculesplein 241, 3584 AA Utrecht, Holandia

Kibice

Fanatycy Utrechtu nie mają jakiś konkretnych, a tym bardziej znanych kibicowskich grup, na wzór polskich ekip. Frekwencyjnie u siebie wypadają nieźle, bo średnia widownia oscyluje w okolicach 20 tysięcy.

Kibice Utrechtu raczej nie będą dla nas zbyt życzliwie nastawieni, podobnie jak nie byli do kibiców Legii 15 lat temu.

Mimo upływu czasu raczej niewiele się zmieniło i napis „Fuck Polska”, może ukazać się w czwartek naszym oczom i będzie w pełni oddawał nastawienie miejscowych do nas. Mogą powtórzyć się partyzanckie podjazdy miejscowych i chowanie się po knajpach jak w Sztokholmie, a także ucierpieć mogą auta na polskich blachach jak od działań litewskich szczurów w Wilnie. W mieście sporo jest też różnej maści ciapatego tałatajstwa, także prawdopodobnie czeka nas najciekawszy wyjazd od dawna.

Poza tym kibice Utrechtu są jakoś zorganizowani, normalnie dopingują formując młyn, wieszając flagi i jeżdżąc na wyjazdy. Trochę też ultrasują, ale ich kibicowska działalność nie powala na kolana. Odpalają trochę pirotechniki, wywołali skandal śpiewając antysemickie przyśpiewki na meczu z Ajaxem, ale też na przykład na ich trybunach prezentowane były sektorówki reklamowe.

Daleko im do słynnej dwójki, kibicowsko najmocniejszych ekip w Holandii – Ajaxu i Feyenoordu, którego kibice przecież ogromnie nas rozczarowali w 2008 roku. Wspomniane dwa wielkie kluby to ich największe kosy, natomiast mają dobre kontakty z kibicami angielskiego Millwall i szkockiego Rangers.

Poglądowo kibice Utrechtu w zdegenerowanej Holandii są raczej zdrowi na umyśle i raczej są po prawej stronie.

Warto też pamiętać, że we wcale nieodległej od Utrechtu Hadze, swoich zgodowiczów ma Legia i nasza wizyta na pewno nie umknie uwadze tamtejszych kibiców.

***

Niezależnie gdzie jedziemy pamiętajmy, że reprezentujemy Lecha Poznań, a nosząc jego barwy, szczególnie na wrogim terytorium należy być na ciągłym oriencie i prezentować się godnie, jak przystało na kiboli Kolejorza.