Dynamo Drezno – Hertha Berlin, 26.09.2012

Pomysł wyjazdu na ten mecz padł parę tygodni przed spotkaniem. W ramach nudy w robocie przeszukiwałem terminarze bliskich odległościowo lig, skupiając się głównie na II Bundeslidze. Padło na Berlin głównie ze względu na odległość oraz nadzieję na ciekawy kibicowsko mecz, gdyż Dynamo pierwszy raz miało okazję pojechać na stadion olimpijski w Berlinie. Jako, że bilety kupowaliśmy parę dni przed meczem, toteż decyzję o wyjeździe podjęliśmy dość późno, gdy z rozmów z kiedyś poznanymi typami z Drezna dowiadywaliśmy się o dużej mobilizacji SGD na ten wyjazd. Dochodziły nas słuchy o inwazji w >10.000 typa, co jak na mecz w środku tygodnia wydaje się raczej przyzwoitą liczbą. Ruszamy w dniu meczu wczesnym rankiem. Dojazd do Berlina to z Poznania niecałe 3 godziny spokojnym tempem. W drodze zaliczone stadiony Unionu i Dynama, meldunek w multikulturowym hostelu (nomen omen przy ul.Komuny Paryskiej) i ruszamy na zwiedzanie miasta, w którym osobiście byłem pierwszy raz. Multikulturowość i wysyp wynalazków, 300km od normalnego i ukochanego miasta przeraża. Szybko zaliczyliśmy centrum po czym śmigamy metrem na stadion. A tam już ciężka bundesligowa mieszanka fanów Dynama i Herthy. Pod stadionem tłumy z wurstem w gębie i browarem w łapie. Odbieramy bilety w punkcie wydawania wejściówek kupowanych przez Internet i udajemy się w kierunku trybun. Stadion robi bardzo klimatyczne wrażenie. Łatwo wyobrazić sobie jak to wszystko mogło wyglądać w trakcie Igrzysk Olimpijskich, z wiadomymi flagami na masztach w okolicach stadionu. Trybuny umieszczone poniżej poziomu wejść na stadion, robią robotę. Rozmiary stadionu ze stosunkowo płaskimi trybunami też robią wrażenie. I na tym w zasadzie koniec wrażeń ze stadionu tego dnia.:) Zajęliśmy sektor na łuku, z dobrą widocznością (mimo odległości) na młyn Herthy oraz dość blisko sektora gości. W naszej okolicy mieszanka dziadów z Dynama i Herthy, jakieś wycieczki rodzinne itp. Dynama ostatecznie pojawia się jakieś 11.000 (na tyle się określają), które zajmuje w zasadzie cały łuk. Przed meczem jakiś typ próbujący rozwieszać swojego transa zostaje pogoniony przez kumate jednostki Dynama. Przyjezdni na początku spotkania rozwijają sektorówkę, którą już kiedyś prezentowali. Nasze nadzieje na to, że jest to „przykrywka” do lekkiego zadymienia obiektu Herthy spełzły na jednej sztuce OW… Później cały mecz dopingują, z małymi przestojami. Taka ich specyfika, że najlepiej wychodzą im krótsze okrzyki i odpowiadanie prowadzącemu, aniżeli melodyjne wielominutowe przyśpiewki. Mieli momenty dobrego pierdolnięcia, ale nasze wrażenia mogą być spaczone przez bliskość sektora gości. Z kolei Hertha prezentuje się całkiem przyzwoicie. Nie przedstawiają żadnej oprawy, machają jedynie flagami na kij w zasadzie przez cały mecz. Ich doping wydawał się bardziej melodyjny. Konkretnie oflagowany młyn i ogólnie wrażenia pozytywne, ot dobry mecz bez ultrasowskich smaczków (nie licząc tej enty raz prezentowanej sektorówki Dynama). Dla statystyków – na meczu obecnych 45.747 kibiców. Bliżej końca meczu małą spinę ze stewardami na bieżni zaliczają fani Dynama skupieni nad jedną z flag grup skierowanych w kierunku H. Spięcie dotyczyło tego, że ich fana odczepiła się od pleksi, do której wcześniej mocowali ją ochroniarze (!!!). Po meczu mieszany tłum udaje się do metra a my śmigamy do centrum gdzie korzystamy z ładnej pogody i możliwości spożywania piwa pod Bramą Brandenburską itp. Następnego dnia zwiedzanie stolicy Niemiec, zarówno wschodniej jak i zachodniej części, co robi miejscami wrażenie. Objazdówka po berlińskich stadionach, kilka małych pitch-invasion i wracamy do stolicy Wielkopolski. Podsumowując, wracamy z niedosytem, bo spodziewaliśmy się więcej po jednej i drugiej stronie. Ot przyjemny wypad na zwiedzanie i mecz.