Dynamo Drezno – Union Berlin, 12.08.2011

Wszystko zaczęło się od klasycznej rozkminy przy piwku: co by tu zrobić żeby nie zwariować w tej szarzyźnie POlicyjnego państwa… Gadaliśmy z ziomkiem coś o niemieckiej scenie i tak coś nas tknęło żeby sprawdzić terminarz Dynama Drezno. Z Poznania do Drezna droga krótka, SGD uznawaliśmy za klasową ekipę, pozostało znaleźć ciekawy mecz. Pierwsze co, to żałowaliśmy „spóźnienia” o tydzień na spotkanie Dynama z Hansą Rostock. Złożyło się tak fajnie, że mecz numer dwa w naszym prywatnym rankingu najciekawszych, z Unionem Berlin, odbyć się miał już po 10 dniach. Kolejne piwka nakręciły nas zdecydowanie na ten wyjazd, no i klamka zapadła, nie było odwrotu – wkręciliśmy sobie że tam pojedziemy więc pojechaliśmy. :) Przed wyjazdem nawiązaliśmy kontakt z Mirko Otto z FSV Zwickau (jedyna i bardzo silna zgoda Dynama) celem jakiegoś kontaktu do miejscowych. Duże podziękowania dla Mirko za bardzo dobry kontakt i wszelką pomoc. Skontaktowaliśmy się z członkiem grupy Ultras Dynamo, który pomógł nam kupić bilety i oferował dalszą pomoc na miejscu. Do Drezna przyjechaliśmy w trójkę w południe w dniu meczu. Na trasie widziana masa aut cisnących do stolicy Saksonii z szalami, koszulkami i wszelkiej maści innymi gadżetami w autach. Wiadomo, trąca to lekko januszadą, jednak obrazuje ogromne zainteresowanie Dynamem w regionie. Na wlocie do miasta spotykamy się z naszym przewodnikiem, Stefanem, dzięki któremu mamy gdzie zaparkować darmowo auto w centrum miasta. Poznajemy w przelocie innych chłopaków z Ultras Dynamo i z jeszcze jednym chłopakiem udajemy się na zwiedzanie miasta. Drezno zrobiło na nas bardzo pozytywne wrażenie. Widać jak wiele było zniszczone w trakcie wojny. Stara część miasta bardzo solidnie odbudowana i odrestaurowana, więc czas mile mijał na zwiedzaniu i rozmowach z naszymi przewodnikami.:) Na plus zdecydowanie mniejsza liczba wszelkiej maści turasów i czarnych w porównaniu z miastami zachodnich Niemiec. Bliżej godziny meczu odbieramy bilety i udajemy się w okolice stadionu. Docieramy do baru, gdzie jakieś 500 m od stadionu zbiera się regularnie masa kibiców na piwku i wurscie. Pierwsze co się rzuca w oczy to fakt, że wszyscy mają na sobie barwy, bez względu na posturę i przynależność grupową. Zdecydowanie nie ma tam drugiej Anglii jeżeli chodzi o ubiór na trybunach. DD Union Berlin 12.08 (2) Na stadion docieramy ok. godziny przed meczem. Pierwsze wrażenie – rewelacyjna arena! Proste trybuny idealne do opraw, duży sektor gości z dobrą widocznością, dobra infrastruktura wejść, wyjść itd. Do tego pojemność 32k i naprawdę jest czego zazdrościć. Jak wchodziliśmy na sektor, ludzi jeszcze niewiele, mecz w piątek o 18, stąd nic dziwnego, że stadion zapełniał się na ostatnią chwilę. Na godzinę przed meczem Union już w prawie całej grupie na sektorze gości i na części bufora. Doping zaczynali od pocisków na Dynamo. Przed meczem, już po rozgrzewce grajki z Berlina podeszły pod sektor gości podziękować (?) za przyjazd i poklaskali chwilę pod sektorem. Dla nas nowość. :)

Dynamo na wyjście piłkarzy zaprezentowało konkretną oprawę, niestety bez piro. Jak się od nich dowiedzieliśmy, mają układ z klubem i nie odpalają pirotechniki u siebie. Motyw niedźwiadka w jaskini lwa powstał dzięki rozkminieniu koszulek przygotowanych na ten wyjazd przez Union, właśnie z niedźwiedziem z herbu Berlina w koszulce Unionu. Lew z kolei znajduje się na herbie Drezna. Była to największa jak dotychczas oprawa Ultras Dynamo. K-Block, czyli młyn Dynama. cały mecz solidnie dopinguje, z momentami konkretnego ryknięcia. Jest to raczej ekipa skupiona na krótkich okrzykach z solidnym pierdolnięciem, aniżeli długich melodyjnych śpiewach. Machają również przez cały mecz kilkunastoma flagami na kij. Union przebijał się czasami w pierwszej połowie, w drugiej po stracie 2 i 3 bramki totalnie opadli i ostatnie 25 min siedzieli (dosłownie) w ciszy. Zajmowaliśmy miejsca za bramką koło sektora gości, stąd ciężko ocenić jak dobrze byli goście słyszalni na całym stadionie. Dynamo prezentuje ponadto sporo transów: między innymi „Piłka nożna dla kibiców!”. Nieskromnie dodam, że nasza obecność na meczu miała kluczowy wpływ na powstanie tego transu.;) Dynamo wygrało mecz 4:0. Po meczu ciężkie chwile przeżywali wirtuozi piłki z Berlina gdy podeszli pod sektor fanatyków Unionu, na bardzo długą rozmowę wychowawczą.:) Union bez oprawy i bez piro. Po bramkach jedynie małe słowne utarczki z miejscowymi, parę latających kiełbasek i tyle.:) Z kronikarskiego obowiązku dodam że na meczu obecnych 29.315 osób, w tym 2.370 Unionu. Po meczu spotykamy się z naszymi drezdeńskimi przewodnikami którzy zabierają nas do mieszkania jednego z chłopaków na symboliczne piwko i gaduszkę. Wieczór mija na długich dyskusjach o polskiej i niemieckiej scenie i na innych rozkminach kibicowskich.:) Nawiasem mówiąc, chłopacy z Ultras Dynamo są bardzo mocno zajarani polską sceną, wiedzą w zasadzie wszystko o tym co dzieje się u nas. Nie da się ukryć, że jest to jakiś tam powód do dumy kiedy od nieprzypadkowych osób z nieprzypadkowej ekipy wysłuchujesz pochwał na temat rodzimej sceny.

Nocujemy wygodnie u jednego z ultrasów, za co wielkie dzięki! Następnego dnia trochę spacerów po mieście i spokojny powrót do stolicy Pyrlandii. Podsumowując, bardzo pozytywny wypad. Wielkie podziękowania dla chłopaków z Ultras Dynamo za wszelką pomoc, w szczególności dla Stefana! Danke für alles Dynamo! DD Union Berlin 12.08 (6)