Fredrikstad FK – Lech Poznań, 30.07.3009

Jak na razie mamy średnie szczęście w losowaniach. Niby rywal łatwy sportowo, ale kibicowskie dno, a po tylu latach posuchy pucharowej, zdecydowanie wolelibyśmy spotykać porządne firmy.

Po samym losowaniu sporo osób cieszyło się nawet, że będzie okazja zwiedzić Norwegię, która leży daleko od szlaków wakacyjnych. Jednakże po analizie kosztów wielu zaczęło rezygnować. Wyjazd na mega sucharze kosztował przynajmniej 500 zł i to na zapasach z domu. Suma summarum, do Fredrikstad różnymi środkami transportu dotarło 350 fanów Lecha. Część zahaczyła o Oslo, które niczym poza cenami nie powaliło. Przykładowe ceny, bo to one zapadły większości w pamięci: Hamburger 40-50 zł, pizza ponad 100zł, normalny obiad 150-200 zł, bilet MPK 20 zł :-) Samo Fredrikstad to małe miasteczko, ale nawet klimatyczne.

Takie akurat na kilka godzin pobytu. Dzień przed meczem sporo już osób od nas śmiga po mieście zupełnie nie niepokojonych. Wpadamy tez na trening dzień przed meczem, rozsiadając się lożach dziennikarskich i VIPowskich. Stadion również w miarę fajny. Przed meczem dochodzi do kilku strat barw przez miejscowych, ale o mało nie kończy się to przypałem, bo Norwegowie od razu wołają milicję. Kibice miejscowych raczej januszowaci, młynek malutki, ale śpiewający przez większość meczu. W sumie było ich 6198 osób. Mieli nawet jakąś słabą sektorówkę. Wejście na sektor sprawne, ale tylko dla osób, które nie trafiły na rewizję osobistą!!! Szukano pirotechniki! Może w Norwegii ktoś „tam” sobie race chowa, ale w Polsce chyba nikt na taki pomysł by nie wpadł.

Fredrikstad - Lech, 30.07. 2009 (3)

Zajęliśmy pół trybuny za bramką, a drugie pół polscy imigranci. Gospodarze zostali uprzedzeni, żeby nie ładowali nam polonusów do sektora, a najlepiej trzymali ich od nas jak najdalej, jednak nie posłuchali. Ruszamy z dopingiem i jedziemy z nim przez cały mecz, sąsiedzi z sektora obok nie wcinali się nam.

Fredrikstad - Lech, 30.07. 2009 (6)

Fredrikstad - Lech, 30.07. 2009 (1)

W pewnym momencie jednak do sektora próbują się nam wbić rasowi małyszowcy. Najebani, z pomalowanymi ryjami, trąbkami i innymi rekwizytami. Zostają szybciutko wyproszeni na sektor obok. Po jakiejś minucie zaczęli do nas śpiewać „jebać pyry, jebać”. Barany w alkoholowym zwidzie nie zwróciły uwagi, że „plot” między sektorami, to zwykła barierka i w ich kierunku ruszyła karna ekspedycja.

Fredrikstad - Lech, 30.07. 2009 (4)

W efekcie czego krzykacze odwiedzają szpital, a sektor obok nas, razem z nimi opuszcza jeszcze 100-150 osób. Do końca meczu już lekka nerwówka, bo miejscowi stróże prawa szykowali się do wyciągania z grupy członków karnej ekspedycji, na szczęście jednak odpuścili sobie. Na szczęście również dla nich, bo umundurowanie mieli mizerne.

Fredrikstad - Lech, 30.07. 2009 (2)

Po meczu w wesołych nastrojach część rusza do Polski, a reszta świętować w hotelu. Norweska ziemia dla wielu okazała się gościnna, w efekcie promocji wielu wraca ze Skandynawii na plusie. Niektórzy wracają prosto do Gliwic na mecz z Piastem. Na rewanż do Polski dotarło 50-60 norweskich pikników skupionych bardziej na alkoholu niż kibicowaniu.

Fredrikstad - Lech, 30.07. 2009 (5)