Górnik Łęczna – Lech Poznań, 14.10.2005

W Łęcznej stawiło się 252 kibiców Lecha, z licznym oflagowaniem i pirotechniką.

Ten mecz wypadł w piątek o godzinie 20. Już sam termin dostarczył nam poczucia, że pojadą najwytrwalsi. Do tego momentu raczej w tak odległym miejscu nie mieliśmy zbyt dużych liczb wyjazdowych w takim terminie. Droga w pociągu mijała dość szybko, mieliśmy sporo zabawy przy sporządzaniu list wyjazdowych na ten mecz. Pojawiały się na niej spore asy, typu Diego Maradoński i Łukasz Madej zamieszkały przy ulicy Żelowej. Po drodze padały opinie, że jesteśmy mega gośćmi jako Lech, że taką liczbę wyjazdową wykręciliśmy. Nikt z nas nie zdawał sobie sprawy, że zbliża się era boomu wyjazdowego, że taką Łęczną przebijemy nawet kilkukrotnie.

Górnik Łęczna - Lech Poznań, 14.10. 2005 (24)

Z dworca w Lublinie podstawionymi (dwoma) autobusami gdzie ciężko było się zmieścić, staliśmy jak sardynki w puszcze, dobrze, że to niezbyt długa droga. Samo wejście na sektor okazało się walką z ochroną, lecą płytki chodnikowe, z ich strony gaz. Co ciekawe stojąca przed sektorem policja nie interweniuje. Na sektorze już pomaga woda, którą podrzucił Piotrek Reiss. W trakcie mecz odpalamy race i większość z nich ląduje na głowach ochroniarzy stojących po lewej stronie sektora gości. Do tego płoną ognie wrocławskie w niewielkiej ilości. Chłopaki zawinięci podczas awantury wracają do Nas i po meczu wracamy do Lublina na pociąg.

Górnik Łęczna - Lech Poznań, 14.10. 2005 (6)

Kanar słysząc od policji, że mają umiejscowić nas w ostatnim wagonie i nieważne że nie mają biletów trochę się wściekał (ciekawe czy dlatego, że miał świadomość iż nie będzie "zrzuty na kanara"?) Podróż do Poznania przebiega w miłej atmosferze, jak to zwykle w tamtych czasach bywało.