Jagiellonia Białystok – Lech Poznań, 3.11.2007

Po piętnastu latach ponownie zaliczyliśmy wyjazd do Białegostoku. Zgodnie z oczekiwaniami była to bardzo ciekawa wyprawa.

Konkretna w naszym wykonaniu runda wyjazdowa trwa w najlepsze. Po inwazji na Lubin, dobrym wyjeździe do Kielc, ciekawej wizycie po gorszej stronie Błoń, zwizytowaniu Grodziska w 3000 głów, przyszła pora na daleki Białystok. Jagiellonia po latach awansowała do najwyższej klasy rozgrywkowej, więc po 15 latach ponownie przyjechać mogli ludzie z miasta i zobaczyć co się dzieje. Na wyjazd wyruszyliśmy specjalem ze Starołęki, odjeżdżającym o skandalicznie wczesnej porze. Niestety, Polska C leży bardzo daleko. Spec mocno nabity, bo jechało nas 1220 osób. Wszyscy wyjazdowicze mieli ze sobą okazjonalne koszulki – niebieskie z białym nadrukiem herbu ze skrzydłami, co było motywem oprawy „Święty dar od Boga” prezentowanej na meczu z Zagłębiem Lubin w rundzie wiosennej.

Jagiellonia - Lech, 3.11 (4)

Po wielogodzinnej jeździe w końcu dotarliśmy do Niewodnicy, małej stacyjki położonej w lesie, gdzie mieliśmy załadować się do podstawionych Ikarusów. Tych jeszcze nie było, były za to zastępy milicji, a także schowany między drzewami… czołg. Szybko stał się on atrakcją numer jeden, kolejne osoby wspinały się na niego, obracały lufą i robiły zdjęcia.

Jagiellonia - Lech, 3.11 (5)

W końcu podjechały autobusy i zaczęliśmy się do nich ładować. W mocnym ścisku ruszyliśmy w długą jak się okazało podróż do stolicy Podlasia, przez różnego rodzaju chynchy i wiochy.

Drewniane chatki, ogólny syf i takie kwiatki jak srająca na przystanku stara baba wzbudzały wśród nas szok, niedowierzanie, ale też ogromną porcje szyderstw, śmiechu i złośliwych uwag o Polsce C. W końcu zajechaliśmy pod stadion Hetmana, gdzie swoje mecze rozgrywa Jagiellonia.

Jagiellonia - Lech, 3.11 (8)

Wjazd tak jak cały stadion był bardzo siermiężny. Autobusy musiały wjechać pod niemałą górkę, co dla jednego pojazdu skończyło się defektem i spalonym sprzęgłem. Ciekawostka transportowa odnośnie autobusów miała miejsce również po meczu – Ikarusy żeby zakręcić, musiały wjechać na stadion i zawracać za bramką. Wracając do okresu przed meczem, pierwsze osoby weszły na sektor około3 godzin przed pierwszym gwizdkiem. Gorzej, że ostatnie weszły po nim, więc wpuszczanie na sektor można nazwać skandalicznym.

Sektor jak i cały obiekt to totalny skansen. Na koronie stadionu znajduje się ponure targowisko, pełne bud z blachy, azbestu i kartonu, a same trybuny są w większości nieczynne. Na naszej stronie stadionu otwarta była tylko prowizoryczna loża VIP oraz nasz sektor – otoczony ciężkimi i wysokimi płotami, w dodatku trochę wysmarowanymi towotem. Łuki były nieczynne, a fani Jagiellonii zajęli słynną Ultrę, czyli trybunę z której prowadzony jest doping i tym samym jedyne sensowne miejsce skąd da się obejrzeć mecz i w ogóle tam wejść.

Oczekiwania i wchodzenia na mecz nie umilała pogoda – non stop siąpił listopadowy zimny deszcz. Nie rozpieszczał też catering – przez płot przeciskane były wątłe gięte, które smażyły 2 laski na ogrodowych grillach. Grille gasły, kiełbasy schodziły coraz szybciej, w końcu sprzedawane były zimne, co oczywiście nie spodobało się głodnym wyjazdowiczom i mało w sumie winne laski zebrały bluzgi za taki stan rzeczy. Jedna nie wytrzymała ciśnienia i z płaczem opuściła stanowisko pracy.

Jagiellonia - Lech, 3.11 (1)

Ciśnienie wśród nas za to rosło, bliżej meczu zaczęliśmy doping. Ten był jak na warunki i sektor bardzo dobry, szczególną furorę zrobiła nowa melodia, na która śpiewaliśmy Jesteśmy zawsze tam, gdzie nasz Kolejorz gra!

Mimo naszej bardzo dobrej formy wokalnej w pamięć zapadli jednak gospodarze. Ultra na tym meczu pokazała niesamowita moc, szczególnie przy popisowym u Jagi Tylko Ty! Ponadto, dobre wrażenie wizualne miejscowi robili skacząc za bary do Kalinki po strzelonych golach, co wykonali czterokrotnie. Wydarzenia boiskowe także uskrzydliły fanów Jagi, którzy naprawdę wymiatali dopingiem. My także oczywiście nie mamy się czego wstydzić, z resztą miejscowi przyznali, że byliśmy najlepszą ekipą przyjezdnych na Słonecznej od dawna.

Jagiellonia - Lech, 3.11 (8)

Na meczu nie zabrakło atrakcji ultras. My zaprezentowaliśmy flagowisko stworzone z małych machajek w barwach, 3 małe sektorówki tworzące napis „KKS”, a także malowaną sektorówkę z hasłem: „Kolejorz On Tour”.

Jagiellonia - Lech, 3.11 (10)

Jagiellonia - Lech, 3.11 (1)

Jagiellonia - Lech, 3.11 (12)

Gospodarze za to zaprezentowali oprawę ze sporym rozmachem, która jednak wyszła im średnio. Do słabo widocznego hasła „Pamiętajcie że to symbol krwi przelanej przez pierwszych obrońców zmartwychwstałej ojczyzny!” na biało-czerwonym tle została rozciągnięta sektorówka z wizerunkiem marszałka Józefa Piłsudskiego. Poza tym zaprezentowane zostało tło w postaci biało-czerwonych kartonów i kilka rac odpalonych na górze sektora. Tych w ciągu meczu zapłonęło więcej, głównie spontanicznie do dopingu i po bramkach.

Jagiellonia - Lech, 3.11 (13)

Jagiellonia - Lech, 3.11 (5)

Jagiellonia - Lech, 3.11 (7)

Po meczu miejscowi świętowali, a potem z naszej inicjatywy rozpoczął się festiwal wzajemnych „uprzejmości”. Kiedy po napinkach miejscowych zaśpiewaliśmy Chuligańska piąta liga!, z Ultry wysypało się w naszym kierunku około 20 osób. Z ich strony poleciało kilka kamieni, u nas także trochę się zagotowało, kilka osób wspięło się wysoko na ogrodzenie, jednak płoty były tak wysokie, że nie sposób było ich sforsować. Akcja miejscowych była jednak pokazówką, bo tego dnia, przy naszym składzie nie mieliby większych szans, nawet gdyby wyszło ich 10 razy więcej. Po kilku chwilach na murawę wparowały psy, na szczęście wszystkim śmiałkom z Jagi udało się powrócić na sektor bez problemów. Obecność milicji obustronnie została skwitowana bluzgami.

Potem Ultra zaczęła pustoszeć, a my jeszcze długo byliśmy trzymani na sektorze. W końcu po wspomnianych wcześniej autobusowych manewrach dojechaliśmy do Niewodnicy i wsiedliśmy do bany.

Powrót przyniósł jeszcze większe emocje niż mecz. Pod Warszawą nasz spec zatrzymał się na nadprogramowy postój. Na naszej trasie czekała bowiem delegacja kibiców Legii wraz ze zgodami w celu rozegrania meczu w rugby. Po kilku minutach zaciętej rywalizacji lepsi okazaliśmy się my, a w sumie po kilkunastu ruszyliśmy w komplecie do Poznania świętując znaczące zwycięstwo.

Wyjazd zakończył się nad ranem w Poznaniu, do którego dotarliśmy po ponad dobie.