Juventus Turyn – Lech Poznań, 16.09.2010

Wśród fanów poznańskiego Lecha spore emocje wzbudziło już samo losowanie fazy grupowej Ligi Europejskiej. Trafienie na legendarna drużynę Juventusu Turyn było spełnieniem wielu marzeń dzieciństwa, bo kto z nas nie miał przynajmniej jednego kolegi który biegał po podwórku w koszulce w biało czarne pasy często z nazwiskiem Del Piero na plecach? Zaraz po losowaniu w mediach dało się słyszeć szydercze komentarze, jak to ta wielka włoska drużyna zmiażdży Kolejorza i pokaże mu miejsce na piłkarskiej mapie świata, gdzieś między drużynami z Armenii a Kazachstanu. Dla nas fanatyków to nie było najważniejsze, za Lechem jeździmy przecież zawsze i wszędzie. Pomyśleć, że jeszcze parę lat temu „przemierzać cały świat” znaczyło dla nas wyjazd na mecz z Włókniarzem Kietrz, Stalą Gorzyce czy też Drwęcą Nowe Miasto Lubawskie (bez obrazy dla kibiców tych drużyn) a teraz jeździmy do Turynu, miasta kojarzonego z piłką nożną na całym świecie. Nie bez znaczenie był też dodatkowy podtekst meczu, jedna z grup ultrasowskich Juve, konkretnie Drughi, jest zaprzyjaźniona z kibicami warszawskiej Legii. Planowanie podróży do Włoch, na dodatek północnej części było miłą odmianą po karkołomnych wyprawach do Baku czy też Dniepropietrowska. Nie trzeba się było potężnie zapożyczać, a i o urlop nieco łatwiej na dwa dni niż na cały tydzień szczególnie, że wakacje się już skończyły. Tym razem najpopularniejszym środkiem transportu były zdecydowanie samochody i autokary, nie ma się zresztą co dziwić bo z całej 1400 kilometrowej trasy po autostradach nie jechało się tylko odcinka od Nowego Tomyśla do Świecka. Co niektórzy do Włoch udali się też oczywiście samolotami w końcu loty do Mediolanu do najdroższych nie należą. Biletów na mecz do Włochów dostaliśmy ok. 1500 w wyjątkowo korzystnej cenie 10 euro czyli ok. 40 zł. Dodajmy, że najtańszy bilet na mecz przy Bułgarskiej z Dnipro kosztował 65 zł, a na mecze z Legią czy Wisłą kosztowały prawie 100zł. Makaroniarze jak to makaroniarze, prawie zapomnieli wysłać bilety do Poznania, przez co ich dystrybucja (a konkretniej wymiana sprzedawanych wcześniej voucherów) zaczęła się dopiero w poniedziałek, 13 września. sporo kibiców Kolejorza do Włoch przybyło już w środę rano. Na meczu Ligi Mistrzów AC Milan z Auxerre było ich prawie 200 i tutaj też miła niespodzianka, bilety na ten mecz można było kupić bez problemu i to w cenie… 16 euro! Juve - Lech, 16.09 (16) Kibole Lecha zbierali się na Piazza Castello (znanym chociażby z zimowych igrzysk olimpijskich), centralnym placu Turynu już od samego rana w czwartek. Gdzieniegdzie dalo się dojrzeć pojedynczych fanów Juve obczajających niebiesko-białych kibiców, oraz małą grupkę Drughi w pobliżu sklepu Juventusu mieszczącego się przy jednej z bocznych uliczek. Sam Turyn jest kompletnie nieciekawym miastem, poza głównym rynkiem nie ma tam nic godnego uwagi, już lepiej udać się na wycieczkę do oddalonego o zaledwie 100 km autostradą Mediolanu. Zaskoczeniem jest za to ilość „cór Koryntu”, które po zmroku stoją w sporych ilościach na każdej ulicy wylotowej z miasta. Rynek w dniu meczu zabezpieczało kilka radiole carabinieri. Co ciekawe tak wystylizowanych „stróżów prawa” jeszcze nigdy nie widzieliśmy, każdy z nich miał kilkudniowy przystrzyżony zarost, baki no i wielkie przeciwsłoneczne okulary jak z Miami Vice;-) Punktualnie o 16:30, kiedy to plac był już wypełniony fanami Kolejorza rozpoczęły się śpiewy, wtedy też skośnoocy turyści będący na placu w pośpiechu zaczęli wyciągać kamery i aparaty. Po chwili ruszyliśmy pieszo w kierunku stadionu olimpijskiego (dawniej zwanego „communale”), który należy do Torino, Juve gra tam gościnnie z powodu remontu stadionu Delle Alpi. Juve - Lech, 16.09 (17) Tradycyjnie już podczas naszych spacerów, sparaliżowany został ruch samochodowy i tramwajowy w centrum miasta. Włosi wysiadali z samochodów, wychodzili na balkony i aż gęby im się uśmiechały na nasz widok. Dodać trzeba, że Juventus nie jest wcale popularnym zespołem w Turynie, tam zdecydowanie rządza kibice Torino. Nie dziwne więc jest, że sporo z przypadkowych przechodniów dołączało się do naszych okrzyków „Juve, Juve vafanculo!” czyli w uproszczonym tłumaczeniu „Juve, Juve do widzenia”;). Juve - Lech, 16.09 (18) Policjanci próbowali nas nakłonić abyśmy wsiedli do specjalnie podstawionych na jednym z placów autobusów miejskich. Oczywiście nie udało im się to bo przecież przemarsz przed meczem w europejskich pucharach jest równie ważny co mecz, na dodatek każdy łapał jeszcze ładnej pogody o jakiej w Polsce możemy niestety już tylko pomarzyć-w dniu meczu w Turynie było 28 stopni. Juve - Lech, 16.09 (20) Samo wejście na stadion, pomimo trzech kontroli, odbyło się bardzo sprawnie i każdemu z kiboli nie zajęło więcej niż 15 minut. Tego polskie kluby mogłyby się od Włochów uczyć. Kiedy na ponad godzinę przed meczem weszliśmy na trybunę zaskoczeniem była dla nas ilość flag rozwieszonych na stadionie, było ich kilkadziesiąt, kilkudziesięciu było wtedy też kibiców na trybunach. Z racji tego, ze jak wspomniałem większość kibiców Juve nie pochodzi z Turynu, widok takich flag jak „Juve fans from Russia” czy „San Francisco” nie dziwił. Zajmowaliśmy sektor w narożniku boiska, za przeciwległą bramką (trybuna curva sud) znajdował się „pierwszy” młyn kibiców Juventusu, w którym doping kręciła ekipa Drughi oraz Bravi Ragazzi posiadający największą i zarazem najbardziej efektowną flagę. W tym miejscu wisiała też flaga „Legia Warszawa”. Juve - Lech, 16.09 (5) Na trybunie za bramką znajdującą się bliżej nas (curva nord) doping prowadzili kibice z grup Viking oraz Nucleo Ultras (ekipa, która ma barwy czarno-biało… różowe, zresztą kolor ten nie powinien być zaskoczeniem skoro największa sportowa gazeta we Włoszech-La Gazetta Dello Sport okazuje się na różowym papierze). Juve - Lech, 16.09 (6) Finalnie na meczu zjawiło się ok. 10000 osób. Frekwencja ta nie była dla nikogo zaskoczeniem, na mecze Juve rozgrywane z innymi drużynami niż AC Milan, Inter, Real Madryt czy np. FC Barcelona przeważnie chodzi mniejsza liczba kibiców a to ze względu na dojazdy. Zwiększeniu ilości fanów na meczach na pewno nie sprzyja również zaostrzenie przepisów dotyczących kibiców we Włoszech-efektem reform mających na celu przynajmniej w zamyśle polityków, zwiększenie bezpieczeństwa na trybunach jest ogromny spadek frekwencji w całej Serie A! Juve - Lech, 16.09 (12) Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem sprawdziliśmy predyspozycje kibiców Juve. Kiedy na nasz okrzyk w odpowiedzi usłyszeliśmy głośne gwizdy całego stadionu wiedzieliśmy, że przeciwnik jest łatwy do sprowokowania i że dzięki temu emocji nie zabraknie. Żeby jeszcze bardziej rozgrzać fanów „Starej Damy”, krzyknęliśmy znane już przemarszu „Juve, Juve vafanculo” i ruszyliśmy z głośnym dopingiem dla drużyny Kolejorza.

Niestety ze względu na nowe włoskie przepisy o bezpieczeństwie imprez masowych nie mogliśmy wnieść megafonów, przez co nieco utrudnionym stalo się ogarnięcie śpiewania na dwóch piętrach sektora gości. Razem z nami na stadionie w Turynie zasiedli także kibice Arki, Cracovii i KSZO, wszystkie zgody przyjechały na ten mecz ze swoimi flagami. Juve - Lech, 16.09 (13) Co do zgód. Śmiało można powiedzieć, że dzięki nam Legia nie ma już zgody tylko z ekipą Druighi ale z całym Juventusem. Jeszcze przed rozpoczęciem meczu fani Juve z curva sud machali nam przez dłuższy czas flagą „przyjaciółki”. Po pierwszym gwizdku mała flaga z herbem CWKSu znalazła się także na sektorze obok nas, na trybunie curva nord. Kibice tam zasiadający okazali się klasycznymi napinaczami i wymachiwali do nas różnymi częściami ciała pokazując przy tym gesty podrzynania gardła, ot taka specyfika nie obca też polskim stadionom. Juve - Lech, 16.09 (11) Pierwszy gol dla Kolejorza strzelony z rzutu karnego był zaskoczeniem dla wszystkich. Dało się jednak słyszeć glosy, że mamy szczęście, a Juvntus pewnie zaraz sprowadzi nas na ziemi. Dlatego też jeszcze większym zaskoczeniem był drugi gol dla Lecha. Wybuch radości był ogromny, po uspokojeniu kibole przecierali oczy ze zdumienia. Już wtedy doping prowadziliśmy mocno nakręceni, szczególnie, że pierwszy raz po meczu z Dnipro pojawiło się już kultowe „Ałuuu, Ałuuu”. Wtedy też na naszym sektorze temperatura sięgała z emocji chyba 100 stopni przez co wszyscy pościągali koszulki. Dobry manewrem okazało się wyciszenie piosenek przez co po chwili można było uderzyć ze zdwojoną siłą O tym jak głośni byliśmy nie pozwalali nam zapomnieć kibice Juve, którzy co rusz gwizdali gdy tylko się odezwaliśmy. Juve - Lech, 16.09 (15) W tym czasie doping fanów Juve to tylko jakieś mruczenie. Wspomnieć trzeba, że pierwszy młyn z ekipą Drughi na czele to ok. 200 osób. Drugi sektor zagorzałych turyńskich kibiców zasiadający na curva nord to ok. 50 osób. Jedni i drudzy śpiewali kompletnie niezależnie od siebie. Stadion nieco przebudził się w 46 minucie kiedy to Juve strzeliło kontaktowego gola, wtedy też odpalona została na trybunie bliżej nas jedna raca, która po chwili wyładowała między krzesełkami. Po rozpoczęciu drugiej połowy na trybunie zajmowanej przez grupę Drughi pojawiła się „oprawa” –nieudana kartoniada, przynajmniej tak wtedy myśleliśmy. Faktycznie był to protest fanów Juventusu przeciwko nowym kartom kibica dopiero co wprowadzonym w Italii-na kartkach trzymanych przez kibiców znajdował się napis „NO”. Tak naprawdę, coś za co kiedyś polscy fani cenili włoskie ekipy, czyli głośny melodyjny śpiew usłyszeliśmy dopiero po trzecim golu dla Juve. Wtedy to, jeden, jedyny raz w trakcie meczu śpiewał cały stadion. Juve - Lech, 16.09 (19) Fani z grup Viking oraz Nucleo Ultras w samej końcówce meczu, kiedy to Juve prowadziło regularnie intonowali piosenkę „Leeegiaaa Warszawaaa”. W odpowiedzi usłyszeli od nas pieśń bynajmniej nie sławiącą warszawskiego klubu. Juventus próbował krzyczeć coś po polsku jednak dla nas było to całkowicie niezrozumiale. Jak istotnym jest uczenie się języków obcych udowodniliśmy fanom zasiadającym na stadionie w Turynie gdy ci zaczęli głośno krzyczeć „Juuuveee”. Zaraz po jednym z tych okrzyków zaintonowaliśmy jakże ważne słowo „meeerdaaa” Zaskoczenie Włochów aż dało się słyszeć, więcej już nie dopingowali w ten sposób. Juve - Lech, 16.09 (7) Od około 85 minuty, fani Juve zaczęli schodzić w dół trybun do płotu (konkretniej barierki z pleksi) aby zaraz po meczu pozdrowić swoich piłkarzy. wtedy też konkretnego przebudzenia doznali turyńscy napinacze. Ich zapał ostygł w jednej chwili gdy tylko w 92 minucie po fenomenalnym golu stan rywalizacji między Lechem, a Juventusem wynosił 3:3. Jeżeli wybuch radości po drugim golu dla Kolejorza był wielki to tym razem był przeogromny. Nikt chyba nie śnił o tym, że uda nam się strzelić trzy gole Juventusowi na wyjeździe. Kibice Juve szybko zaczęli opuszczać stadion a my bawiliśmy się na sektorze jeszcze długo po końcowym gwizdku. Juve - Lech, 16.09 (14)
Na trybunie przetrzymano nas jeszcze jakieś 40 minut po zakończeniu meczu. W tym momencie na stadion dobiła ekipa z ostatniego pechowego autokaru, który z Poznania wyjechał w środę o godzinie 14 (w czasie podróży zepsuł się pojazd i na zastępczy trzeba było czekać 8 godzin). Później odprowadzeni zostaliśmy do wyjścia ze stadionu ,a konkretniej ogrodzonej drogi, na której stały już nasze autokary oraz podstawione autobusy miejskie, które miały przewieźć nas do centrum miasta. To nie pasowało kibicom, którzy mieli pozostawione samochody na parkingu mieszczącym się obok parku przy stadionie. Po interwencji „tych co mają klucz do każdej bramy” wysypaliśmy się na ulicę, ku wielkiemu przerażeniu obstawiających nas carabinieri. Jeden z nich chciał nawet użyć swojego oręża w postaci pałki ta jednak… złamała się a dzielny stróż prawa uciekł i schował się w samochodzie. Carabinieri nie niepokoili już nikogo dzięki czemu można było spokojnie udać się na parking po samochód.
Juve - Lech, 16.09 (8) Większość fanów po meczu udała się w drogę powrotną do Polski, w tym i załoga „pechowego” autokaru, który znowu miał pecha i złapał gumę. Tych, którzy zostali we Włoszech na jeszcze jedną noc można było spotkać w piątek nad ranem podczas zwiedzania stadionu San Siro w Mediolanie. Był to mecz, na który większość z nas czekała od dzieciaka, ku zaskoczeniu wszystkich zakończony pozytywnym wynikiem. Na pewno zaś żadną niespodzianką nie był wynik rywalizacji na trybunach, chociaż z drugiej strony nikt nie spodziewał się, że Juve będzie aż tak słabe. Podsumowując, jeszcze nie tak dawno to my zachwycaliśmy się kibicowaniem we Włoszech, a teraz to Włosi zachwycają się naszym stylem. Nadeszła zatem najwyższa pora aby teraz, podczas kolejnego europejskiego wyjazdu, pokazać jak powinien wyglądać kibicowski fanatyzm dumnym Anglikom.