Korona Kielce – Lech Poznań, 13.03.2007

W drogę za Lechem tego dość mroźnego dnia, ruszyło także prawie 700 kiboli z Poznania w konwoju autokarowym.

Jako, że mecz odbywał się we wtorek o dość późnej porze, a droga do Kielc długa, trzeba było zaplanować urlop od pracy zarówno na wtorek jak i środę. Podróż rozpoczęliśmy z tego co pamiętam około 11 rano i po około 7 godzinach z kilkoma przystankami dobiliśmy autokarem praktycznie pod same kołowrotki stadionu w Kielcach. Mimo tego, że czasu mieliśmy dobre 2 godziny, to ostatnie osoby wchodziły na stadion już po pierwszym gwizdku.

PP Korona Kielce - Lech Poznań, 13.03. 2007 (10)

Stadion jak na ówczesne czasy, był jednym z nowocześniejszych, jednak nijak miało się to do traktowania w nowoczesny sposób kibiców gości, którym udostępniono „aż” dwa kołowrotki, a że kontrola była iście szczegółowa, łącznie z konfiskatą pasków do spodni, to musiało to tyle potrwać.

PP Korona Kielce - Lech Poznań, 13.03. 2007 (1)

Doping na dobre ruszył więc kilka minut po rozpoczęciu meczu, gdy już wszyscy byliśmy na sektorze. Oczywiście tego dnia mogliśmy także liczyć na pomoc zaprzyjaźnionych kiboli z Ostrowca Świętokrzyskiego, wielokrotnie ich pozdrawiając, a szczególną pianę na ustach wywoływało u Kielczan skandowanie: Ostrowieckie, nie Kieleckie!

PP Korona Kielce - Lech Poznań, 13.03. 2007 (11)
Tego dnia na sektorze wspierało nas także KSZO.
PP Korona Kielce - Lech Poznań, 13.03. 2007 (9)
Sam doping tego dnia wychodził bardzo przyzwoicie, szczególnie w drugiej połowie, gdzie najpierw została zaprezentowana mała oprawa z użyciem sreberek.

PP Korona Kielce - Lech Poznań, 13.03. 2007 (7)

Potem korbę nakręcało Za Lechem przemierzamy cały świat, które po debiucie w Wodzisławiu Śląskim, tym razem na porządnym sektorze pod dachem brzmiało chyba jeszcze lepiej.

Piłkarze niestety tego dnia, kolejny raz się nie popisali…grali po prostu tragicznie, bez ładu i składu… Korona była zespołem znacznie lepszym tego dnia i to, że skończyło się tylko jednobramkową porażką w perspektywie rewanżu na własnym stadionie nie było najgorszym wynikiem. Po meczu piłkarze pod sektorem, usłyszeli że Lech to My, a nie wy!
Podróż powrotna przebiegła w spokojnej, sennej atmosferze i w miarę szybko bo jakoś przed 5 nad ranem można było szukać miejskiego transportu z spod stadionu do domu i tam odespać resztę w wygodnym łóżku. Nie pierwszy, nie ostatni raz, sam mecz był najsłabszym elementem wyjazdu, ale wiadomo, że jeździmy tam dla siebie a nie dla piłkarzy, którzy raz są tu, a za chwilę gdzie indziej, a My pozostaniemy na zawsze!