KS Nieciecza – Lech Poznań, 19.08.2016

W piątkowy, pogodny dzień udaliśmy się na sam koniec ekstraklasowej Polski.

Jeden z nielicznych, prawdziwie letnich sierpniowych dni przyszło spędzić nam w trasie. Czekał nas najdalszy wyjazd w sezonie - do malutkiej wioski pod Tarnowem, czyli Niecieczy, gdzie już drugi sezon w ekstraklasie rozgrywa miejscowy klub. Na wschodnie rubieże Małopolski udaliśmy się autami, po zbiórce w ustalonym miejscu i dołączeniu niechcianego towarzystwa milicji ruszyliśmy krętymi drogami w kierunku celu.

W pewnym momencie wspomniani towarzysze podróży postanowili przedłużyć naszą podróż i zatrzymali auta, mozolnie je spisując. Czynności zdawały się nie mieć końca, ale na szczęście zostały w pewnym momencie przerwane i mogliśmy ruszyć dalej. Nie zmieniło to faktu, że pod stadion dotarliśmy gdy mecz już się rozpoczynał.

Nieciecza - Lech, 19.08 (3)

Od naszej ostatniej wizyty, równo 3 lata i 1 dzień wcześniej, w Niecieczy zmieniło się niemal wszystko. W miejscu wiejskiego boiska powstał nowy stadionik, który już z daleka poza jupiterami witał nas iluminacjami świetlnymi na elewacji trybun w barwach miejscowego klubu, niczym kiedyś stadion Dyskobolii Grodzisk wyrastający nagle z zaciemnionych lasów i pól.

Nieciecza - Lech, 19.08 (6)

Po zaparkowaniu aut zaczęliśmy wchodzić na nowy sektor gości, usytuowany po drugiej stronie boiska względem starej klatki dla gości.Wejście odbywało się dwoma kołowrotkami, które działały różnie i często odrzucały bilet. Koniec końców wszyscy chętni weszli na sektor, a wejście poza wspomnianymi problemami technicznymi było raczej sprawne. Na sektorze wywiesiliśmy 4 flagi: "Fanatycy", czarną "Lech Poznań", "Forever Lech" i "Legion Piła".

Nieciecza - Lech, 19.08 (5)

Na sektorze ostatecznie stawiło się nas około 400, a łącznie przyjechało nas do Niecieczy około 450 w tym KSZO, Cracovia i Łódzki Klub Sportowy. Skład osobowy raczej był z gatunku tego nie śpiewającego, więc poprzestaliśmy na zaznaczeniu swojej obecności pod koniec pierwszej połowy.

Miejscowi dopingowali cały mecz, a najwięcej w tym zakresie robił skromny młynek usytuowany w przeciwnym narożniku stadionu.

Kopaczyny po raz kolejny pokopały się po czołach i wywalczyły 0:0, co w kontekście świetnych wyników niecieczan u siebie należy chyba odebrać jako piłkarski sukces. Obrażalska zbieranina po ostatnim gwizdku skierowała się do szatni, z resztą po ostatnich ich wyczynach nie za bardzo było o czym rozmawiać i czego krzyczeć.

My poczekaliśmy jeszcze 30 minut na wyjście z sektora i udaliśmy się w drogę powrotną. Ta minęła bez przygód, podobnie jak w pierwszą stronę.

***

Przed nami jeszcze mecz u siebie z Piastem, a potem 13 dni przerwy, które chyba wszystkim wyjdzie na dobre. Oby od 11 września i meczu z Pogonią zaczęło się dziać lepiej, bo przed nami nadal bardzo ciekawe kibicowskie perspektywy. Potrzebne do tego jest jednak zaangażowanie, frekwencja, a także bejmy ze zbiórek.