Lech Poznań – FC Utrecht, 3.08.2017

Żegnamy się z europucharami. Spotkanie jednak na pewno pozostanie na długo w pamięci wszystkim obecnym na stadionie.

Po pierwszym meczu w Utrechcie pozostał spory niedosyt, oczywiście jak chodzi o wydarzenia boiskowe. Zmarnowane szanse w drugiej połowie i bardziej przekonująca postawa naszej drużyny mogły dawać nadzieję, że na Bułgarskiej przechylimy szalę awansu na naszą korzyść.

To z pewnością napędziło koniunkturę i po raz pierwszy w tym sezonie pękła na naszym stadionie liczba 30 tysięcy kibiców. Mecz zapowiadał się też interesująco w sensie kibicowskim, bo na wyjeździe w Holandii zaprezentowaliśmy się bardzo dobrze pod każdym względem i w każdym elemencie kibolskiego rzemiosła.

Ostatecznie liczniki w kołowrotkach zatrzymały się na liczbie 33446 i była to piąta najwyższa frekwencja spośród wszystkich meczów III rundy eliminacji Ligi Europy. Liczniejsza publika zjawiła się tylko na meczach w Mediolanie, Marsylii, Bilbao i Sankt Petersburgu. We wcześniejszych rundach również byliśmy w czołówce, bo w I rundzie (mecz z FK Pelister) wyprzedziły nas jedynie Rangers FC i FK Crvena Zvezda (Belgrad), zaś w drugiej (spotkanie z FK Haugesund), więcej kibiców dopingowało tylko Galatasaray SK i ponownie Crvenę. W sumie na trzech pucharowych meczach zjawiło się na Bułgarskiej 73629 kibiców, czyli średnio, grubo ponad 20 tysięcy na spotkanie.

Wypełnione trybuny w czwartek robiły konkretne wrażenie, na czele z Kotłem. W tym wisiało 15 flag, a także kilka transparentów. Jeden z nich upamiętniał śp. Roliego, kibica Arki, który zginął tragicznie niemal równo rok temu. Cześć zmarłemu oddawał także wywieszony na piętrze transparent dla śp. Vikiego, fanatyka ze Środy Wielkopolskiej, który odszedł od nas w 2012 roku. Poza tym tradycyjnie na podeście wisiały płótna poświęcone śp. Damianowi i Grzegorzowi.

W innym tonie był transparent, który pojawił się na piętrze w trakcie I połowy i odnosił się do kibiców gości.

Ci, po przykrych dla siebie doświadczeniach z nami przed meczem u siebie, nie powalili na kolana liczbą i mobilizacją na ciekawy przecież wyjazd, zakończony wywalczeniem awansu w dramatycznych okolicznościach. W sumie wystraszonych szczurków z Holandii pojawiło się u nas około 150 z kilkunastoma fanami i flagami na kij.

My tymczasem zaprezentowaliśmy się przekozacko, miażdżąc dopingiem, który z pewnością poniósł piłkarzy do walki. Dali oni nam bardzo emocjonujące przedstawienie, a my wydzieraliśmy się z całych sił i tak wzajemnie się napędzaliśmy.

Doping był ogłuszający, a wydarzenia na murawie nie przeszkadzały mu tylko jeszcze bardziej go nakręcały, niektórzy odważnie porównywali ten mecz do starcia z Manchesterem City, inni przywoływali jeszcze legendarny mecz z Austrią Wiedeń, do którego powtórki zabrakło tak niewiele. Mowa oczywiście o końcówce, w której byliśmy o włos od eksplozji radości i awansu w podobnych okolicznościach jak 9 lat temu.

Trudno właściwie wyróżnić jakąś konkretną przyśpiewkę, która wyszła najlepiej, bo wszystko co zaczynaliśmy rozkręcaliśmy do dawno nie słyszanego poziomu decybeli. Jeśli jednak przypomnimy sobie ten wieczór to z pewnością wciąż w uszach dudni nam Dziś Lech mecz swój gra!, a także Każdy z nas to wie!, zaśpiewane w końcówce.

***

Tymczasem terminarz nie daje nam chwili wytchnienia. Już w niedzielę jedziemy na mecz przyjaźni do Krakowa, a w środę do Szczecina na mecz 1/16 finału Pucharu Polski. Na naszej stronie możecie zarówno powspominać wyjazdy na lepszą stronę krakowskich Błoń w XXI wieku jak i do miasta paprykarzy od sezonu 2002/03 począwszy.