Lech Poznań – Legia Warszawa, 2.05.2015

Finał Pucharu Polski za nami! Do Poznania wróciliśmy bez pucharu, jednak na trybunach było wspaniale. Czas na podsumowanie tego niezapomnianego widowiska.

Na długo przed meczem wieszczono, że spotkanie nie dojdzie do skutku. Fakt, na Stadionie Narodowym do wczoraj nie odbył się żaden mecz pomiędzy zwaśnionymi ekipami. Gdy były ku temu okazje całość torpedowała milicja negatywnymi opiniami (słynny brak łączności na poziomie -4) lub inne organa naszego chorego państwa. Rok temu finał na Narodowym się odbył, ale kibice Zagłębia jak i Zawiszy olali ten mecz i przypominał on bardziej festyn. Tym razem wyzwanie było dużo większe, jednak PZPN postawił na swoim. Przy zachowaniu i postępowaniu Związku warto się zatrzymać, bo gdyby nie ono mecz wyglądałby zupełnie inaczej. PZPN postanowił zerwać z tradycją i zwyczajem traktowania kibiców jako zła koniecznego i można powiedzieć że spełnił kibolski postulat numer jeden, formułowany niezmiennie od lat, czyli po prostu nie utrudniać. PZPN, głównie w osobie SLO, Dariusza Łapińskiego, nie dość, że nie przeszkadzał to jeszcze na dodatek pomógł. Postawił na rozmowę i zaufanie, umożliwiając nam odpowiednie przygotowanie tego co pokazaliśmy. Stąd tak niezbędne na takim meczu podest do prowadzenia dopingu czy nagłośnienie. Jednym słowem PZPN postanowił współpracować a nie walczyć z kibolstwem i dobrze na tym wyszedł. Mecz był w dobrym kibicowskim klimacie, ale nie ziściły się przepowiednie niektórych o grubych awanturach, z których odpowiednio zmontowane migawki byłyby idealnym prezentem dla władzy na tydzień przed wyborami prezydenckimi, w których ma zwyciężyć zgoda i bezpieczeństwo. Na tle tego hasła pokazanie przebitek z ewentualnych zajść byłoby wymarzonym przekazem dla rządzących. Oczywiście PZPN wypada pochwalić za postawienie na odpowiednie i jedyne normalne rozwiązanie, ale Związek grał też pod siebie. Ten mecz, także nasze oprawy i postawa to także dla samego PZPNu ogromna reklama i z pewnością rozgarnięty ekonomicznie Boniek wykorzysta to do swoich celów. To już jednak nie nasza sprawa, my wykorzystaliśmy gościnność organizatorów meczu do maksimum.

Lech Legia, Finał PP, 2.05. 2015 (15)

Było nas ostatecznie, licząc sektory neutralne 11700, w okazjonalnych koszulkach. Do Warszawy podróżowaliśmy głównie 8 pociągami specjalnymi (w tym 1 z Piły i 1 z Gniezna), które zostały odpowiednio nazwane (Kolejorz, Fanatyk, Anioła, Białas, Czapczyk, Kocioł, Landy z Północy, Gniezno), autokarami oraz autami. Niestety niektórzy z tych ostatnich środków transportu nie zachowali odpowiedniej rozwagi i pomylili wyjazd kibicowski z wycieczką. Podobnie jak osoby z sektorów neutralnych potracili oni nasze barwy na rzecz legionistów. Wymiana fantów miała też miejsce w przeciwnym kierunku. Mimo to, na sektorach neutralnych zdarzyło się sporo przypadków egzystowania obok siebie osób w barwach obydwu ekip bez poważniejszych perypetii. Co do naszego składu to oczywiście mimo obostrzeń sprzedażowych nie udało się uniknąć sporej liczby dziwnej wiary, często spitej i nie umiejącej się zachować. Mimo to, wydawało się, że w sobotę takie osoby mniej rzucały się w oczy niż choćby 6 lat temu w Chorzowie. Pierwszy pociąg, Kolejorz, dotarł za Wisłę przed 11-tą. Wysiadaliśmy na stacji Warszawa Stadion, skąd szliśmy 300m do bram wejściowych. Kontrola i wpuszczanie były bezproblemowe, na spore udogodnienia mogły liczyć osoby odpowiedzialne za oprawę, której elementy sprawnie dostały się na sektory.

Lech Legia, Finał PP, 2.05. 2015 (22)

Te są na Narodowym ogromne, ale mimo to stadion sprzyja działaniom kibicowskim. Można powiedzieć, że wycisnęliśmy z możliwości tych sektorów co się da. Koszt tego był oczywiście bardzo duży więc padło na tym meczów kilka rekordów jeśli chodzi o kwestie ultras. Na Stadionie Narodowym rozłożyliśmy 11 tysięcy kartonów i zaprezentowaliśmy 2 transparenty, pierwszy o wymiarach 80×18 metrów (największy w historii LPU) i drugi: 100×9,5 metra. Do tego mieliśmy ze sobą 4 bębny, nagłośnienie na obydwu piętrach, rusztowanie służące za podest do prowadzenia dopingu, ponad 300 flag na kijach (w tym około 40 na wędkach i wymiarach 3×3 metry). Poza tym na sektorach zapłonęła pirotechnika, w ilości 400 rac i 400 ogni wrocławskich, co również jest rekordowym wynikiem na pewno na wyjeździe, a jeśli chodzi o Poznań to prawdopodobnie więcej było tylko na mistrzowskim meczu z Zagłębiem w 2010 roku. Nie zabrakło także fan, w tym tych największych – „Kibolski Klub Sportowy”, nieco odświeżony stary „Kolejorz” i „Miasto złą sławą owiane”, ponadto na barierkach wisiał „Poznań” oraz płótna grup i FC: „Legion Piła”, „Leszno”, „YF ’98”, „UL ’01”, „e-Lech ’02”.

Lech Legia, Finał PP, 2.05. 2015 (30)

Poza tym powiesiliśmy jedną flagę wypełniającą pustą ścianę od wejścia na górną trybunę, a także brytyjkę „LPH” na podeście. Pod nią wisiał także transparent „Hyży trzymaj się! Pozdrowienia do więzienia!„, a na piętrze zawisł transparent o treści: „Cygi, Kuki trzymajcie się! PDW! ŚF&FCŚ!”. Do tego na meczu wisiały fany wspierających nas tego dnia zgód. Arka w żółtych koszulkach przygotowanych specjalnie na finał wsparła nas w liczbie około 400 osób z 1 flagą (organizując pochód z pirotechniką), KSZO również w swoich barwach przybyło w 170 osób (szczególnie cieszyła pełna reprezentacja emigracji) z 3 płótnami, zaś Cracovia w liczbie 350 osób i powiesiła 1 flagę.

Lech Legia, Finał PP, 2.05. 2015 (2)

Lech Legia, Finał PP, 2.05. 2015 (5)

Stadion przed meczem powoli się wypełniał, trwały przygotowania do oprawy, a na boisku odbywały się piłkarskie rozgrywki dzieciaków. Okres przedmeczem umilała też muzyka, dość specyficznie dobrana, między innymi z takimi hitami jak Jak się masz? i Ona tańczy dla mnie, które oczywiście podchwyciliśmy, bo wobec naszych rywali mamy przećwiczone przeróbki tych kawałków.

Lech Legia, Finał PP, 2.05. 2015 (3)

W końcu wybiła 16 i rozpoczął się mecz. My zaraz po hymnie zaprezentowaliśmy pierwszą naszą oprawę. Składał się na nią malowany transparent z przeróbką znanego hasła: „Wnosić, palić, depenalizować!”, którego wymowa jest oczywista. O ile nie chcemy legalizacji pirotechniki na stadionach, przynajmniej nie w takiej formie i kształcie jaki jest proponowany, o tyle depenalizacja, czyli zmniejszenie lub zniesienie kar za odpalanie pirotechniki jest naszym celem nadrzędnym.

Lech Legia, Finał PP, 2.05. 2015 (8)

Litery znajdowały się na tle środków pirotechnicznych w postaci rac, petard i świecy dymnej. Do niego pokazaliśmy kartoniadę, która na górze przedstawiała napis „Piro” oraz płomienie, które widoczne były także na dole. Chwilę potem do prezentacji odpalone zostały ognie wrocławskie. Oprawa wyszła bardzo dobrze, zwłaszcza kartoniada, której rozłożenie było dużym wyzwaniem, a i z podnoszeniem kartonów na takich masówkach różnie bywało.

Lech Legia, Finał PP, 2.05. 2015 (5)

Chwilę po oprawie ruszyliśmy z mega konkretnym dopingiem. Zaczęliśmy od Cała Polska zna, które niosło się bardzo głośno. Przed meczem nie zapomnieliśmy oczywiście o wizytówce, a także Jesteśmy zawsze tam. Nasz doping jeszcze mocniej był słyszalny po golu, kiedy zaśpiewaliśmy naszą nowość Dziś Lech mecz swój gra. Niestety później osłabliśmy, a druga połowa w naszym wykonaniu była słaba jak na liczbę i stawkę meczu. Niekorzystny wynik sprawił jednak, że śpiewało coraz mniej osób, co zamulało doping. Mimo odpowiedniej selekcji i zgromadzenia na dolnych sektorach (około 4 tysięcy osób) raczej tzw. ogarniętej wiary, to także tam nie wszyscy angażowali się w śpiew tak jak powinni.

Lech Legia, Finał PP, 2.05. 2015 (16)

Zaraz po przerwie zaprezentowaliśmy drugą choreografię tego dnia. Z piętra zrzucony został biały transparent z wyklejonymi materiałem niebieskimi literami tworzącymi napis: „Pyrlandia Królestwo Kolejorza”. Między słowami widniały tarcze z herbem Lecha i godłem Wielkopolski, znane z nowej wersji flagi „Pyrlandia”. Chwilę później na dole zapłonęło kilkadziesiąt rac, które… paliły się właściwie bez przerwy już do końca meczu, głównie po kilka sztuk, a około 75. minuty znów w liczbie kilkudziesięciu za jednym razem.

Lech Legia, Finał PP, 2.05. 2015 (20)

Po meczu piłkarze, którzy tą porażką zmarnowali sporo z naszego olbrzymiego potencjału tego dnia, podeszli pod sektor i rzucili koszulki. Usłyszeli Czy wygrywasz czy nie, a także – skoro nie udało się w Pucharze – żądanie zdobycia mistrzostwa i przerwanie sportowej wyższości Legii. Na trybunach bez dwóch zdań to my byliśmy lepsi.

Lech Legia, Finał PP, 2.05. 2015 (21)

Pełna nasza prezentacja w Warszawie zawarta jest na poniższym filmiku:

Wrzucamy także link do pełnej galerii z trybun, ze strony FOTOKOLEJORZ.

Wypada napisać tez trochę o naszych rywalach. Ci zgromadzili się o 12:00 pod swoim stadionem i pochodem przez Most Poniatowskiego ruszyli na Stadion Narodowy.

Lech-Legia-Finał-PP-2.05. 2015 (13)

Na obiekcie mieli przewagę liczebną, bo wykupili znaczną większość biletów na sektory neutralne. Trybunę za bramką dobrze oflagowali, wykorzystując 3 poziomy, a także wszystkie płotki nad wejściami na sektory, poza tym wszyscy ubrani na biało prezentowali się bardzo dobrze wizualnie. Jeśli chodzi o doping, to na początku meczu, głównie dzięki nam byli kompletnie niesłyszalni, im bliżej końca tym byli głośniejsi, ale nie można powiedzieć, że ich doping zwalał z nóg. Sporym rozczarowaniem była za to prezentacja warszawiaków od strony ultras.

Lech-Legia-Finał-PP-2.05. 2015 (3)

Pierwsza oprawa, którą zaprezentowali kilka minut przed nami, również składała się z kartoniady i transparentu wypełniającego przerwę między piętrami. Kartoniada prezentowała herb Legii, co warszawiacy w nieco bardziej skomplikowanej formie pokazali kiedyś w Krakowie, a trans zawierał hasło „Narodowa Duma”, jednak był przesunięty o około 10 metrów w jedną ze stron, przez co całość prezentowała się słabo.

Lech-Legia-Finał-PP-2.05. 2015 (6)

Drugą oprawę legioniści zaprezentowali pod koniec meczu, kiedy do transa z dobrym hasłem: „Wiwat maj. 2 maj. Dla kiboli błogi raj!” odpalili race, stroboskopy i  świece dymne. Nie były to jednak powalające ilości, na pewno o wiele mniejsze niż te na naszych sektorach, co nie wystawia gospodarzom najlepszej oceny. Trzeba jednak zaznaczyć, że legioniści przed meczem mieli trochę problemów z natrętną milicją. Poza tym wywiesili sporo transparentów z pozdrowieniami dla osób przebywających za kratami, a także antypozdrowieniami dla „Haniora”. Nie zabrakło też celnej przestrogi przed zbliżającymi się wyborami.

Lech-Legia-Finał-PP-2.05. 2015 (12)

Po meczu byliśmy bardzo długo trzymani na sektorach i na placu przed stadionem. Na plus należy zapisać dobrze zaopatrzone i ciągle działające punkty gastronomiczne (chociaż skandalicznie drogie), a na minus tradycyjnie zapisała się milicja. Pomimo zamknięcia całego terenu wokół naszej części stadionu oraz dworca Warszawa Stadion i zgromadzenia rekordowych sił, uzbrojonych i wyposażonych po zęby, zdecydowano się tylko otwierać kilka metrów z ogromnej rozsuwanej bramy i wypuszczać nas partiami. W połączeniu z zagradzaniem drogi przed funkcjonariuszy  z tarczami było to idiotyczne i trudno inaczej to odbierać niż prowokowanie poważniejszych zajść. Po mozolnym wypuszczaniu zgód i osób jadących autami, drobnych przepychankach, a także kilku próbach szarpania i wyrwania bramy w końcu została ona otwarta i udaliśmy się na perony. Podróż powrotna minęła bez większych przygód, podczas niej zszokowała i zmroziła nas informacja o zabiciu przez milicję kibica Concordii Knurów podczas meczu z Ruchem Radzionków. Brutalność milicji narasta, o czym wie każdy kibic, ale będzie rosła dalej, bo mundurowe kreatury pozostają bezkarne. Inny, na szczęście łagodniejszy w skutkach pokaz głupoty i bezczelności milicja dała na Placu Zamkowym, gdzie brawurowo rzucała się na bawiących się legionistów.

***

Przed nami teraz… wyjazd do Warszawy na Łazienkowską, inaugurujący rundę dodatkową.