Lech Poznań – Legia Warszawa, 3.05.2011

Finał Pucharu Polski to mecz unikalny z samej definicji. Bydgoskie starcie z naszym odwiecznym wrogiem było wyjątkowe. Niestety dla nas głównie w sensie negatywnym.

Mecz jak i dystrybucja biletów zorganizowane były fatalnie i cała operacja organizacji wyjazdu przebiegała na wariackich papierach. PZPN wymyślił sobie mecz w Święto Konstytucji 3 maja, a także pod koniec sezonu. Sama sprzedaż biletów była skandalem, związek zażyczył sobie list imiennych, a także zapłaty za wejściówki, które zamierzał wysłać dopiero po zaksięgowaniu bejmów. Ponadto, żeby nie było za łatwo bilety miały być imienne, a organizatorzy zapowiadali skrupulatne kontrole i odgrażali się nie wpuszczeniem na mecz tych osób, na których bilecie znajdzie się choćby jedna mała literówka! To wszystko oczywiście musiało zostać przeprowadzone na przestrzeni kilku dni. Jakby tego było mało kuriozalnym (w kontekście drużyn grających w finale) było miejsce rozgrywania tego meczu, na stadionie który negatywnie zaopiniowała milicja. Poza tym pojawiło się wiele innych dziwacznych pomysłów, jak prohibicja na terenie Bydgoszczy i całkowity zakaz wnoszenia na mecz czegokolwiek potrzebnego choćby do prowadzenia dopingu czy zrobienia oprawy (cytat: "Nie są dozwolone drzewce, plastikowe rurki, flagi sektorówki (o dużej powierzchni)...").Lech Legia PP 3.05. 2011 (19)

Jako Lech otrzymaliśmy 6163 bilety (przy 6553 wejściówkach dla Legii), co podyktowane było tylko i wyłącznie pojemnością sektorów. Ostatecznie pojawiło się nas w Bydgoszczy, licząc osoby na sektorach neutralnych około 6500. Tutaj należy się zatrzymać i jasno powiedzieć, że sam fakt kupna wejściówek i tym samym zaakceptowanie skandalicznych praktyk PZPNu i wzięcia udziału w tej szopce był naszym największym błędem. Powinniśmy z góry olać ten finał w związku z narastającym napięciem i coraz gorszym traktowaniem nas kibiców. Zbliżają się wybory, a władza coraz częściej sięga do praktyk rodem z komuny, gdzie wybierano sobie daną subkulturę i grupę społeczną na wroga publicznego, stygmatyzowano jej przedstawicieli i doklejano łatkę bandyty lub elementu niepożądanego. W kwietniu na meczu z warszawiakami przy Bułgarskiej mieliśmy swoisty przedsmak - ostrzeżenie. Mandaty za wszystko, nadgorliwość milicji, wideokonferencja premiera z wojewodami i szefostwem milicji przed meczem, w końcu spore problemy dla osób zaangażowanych w ruch kibicowski. Właściwie wtedy powinniśmy postanowić, że do Bydgoszczy, niezależnie od rezultatów półfinałów nie jedziemy i nie płacimy za bilety PZPNowi. To byłaby najlepsza forma protestu przeciw traktowaniu nas jak piąte koło u wozu, a o proteście kiboli z całej Polski już wówczas mówiło się w kuluarach, bo sytuacja stawała się coraz mnie zabawna.

Lech Legia PP 3.05. 2011 (9)

Niestety, jedynym postanowieniem z naszej strony było nie przygotowywanie oprawy na to spotkanie, a także wspólnie z Legią opuszczenie trybun w I połowie na 10 minut i wywieszenie antyrządowych haseł. My dodatkowo nie dopingowaliśmy do 10 minuty meczu, nie powiesiliśmy również żadnych flag. Te zawisły później w liczbie kilkunastu, na czele z takimi płótnami jak "Pyrlandia", "Poznań", "Fanatycy" i "Lech Poznań". Nie zabrakło też wsparcia zgód, które również przyjechały z flagami.

Lech Legia PP 3.05. 2011 (18)

Przed meczem na stadionie i w okolicach panował pełen spokój. Kilkugodzinne oczekiwanie na sektorach "umilał" nam spiker, który nawijał jaki najęty non stop. Dowiedzieliśmy się między innymi o całej historii Pucharu Polski, historii Bydgoszczy i bydgoskiego sportu. Poza tym przewinął jeszcze kilka innych opowieści dziwnej treści, co sprawiło że sporo mieliśmy z niego szydery. Podczas meczu też zaliczył sporo kwiatków i ogólnie był to niezły folklor, który zapadał w pamięć na tym meczu.

Lech Legia PP 3.05. 2011 (11)

Po powrocie na trybuny rozpoczęliśmy bardzo dobry doping, który wzmocniła strzelona bramka. Wydawało się, że ze strony wokalnej uratujemy dla siebie ten mecz, a także że to my będziemy cieszyć się z końcowego triumfu. W drugiej odsłonie niestety nieco osłabliśmy, podobnie jak piłkarze, a Legii udało się doprowadzić do dogrywki. Ta jednak znów należała do nas. Wcześniej dobrze pokazali się warszawiacy, którzy zaprezentowali kartoniadę z  napisem Ultras, a także pasy materiału z malunkiem buldoga, o którym na melodię Chorwackiego trochę spontanicznie pośpiewaliśmy. Legioniści mimo, że na początku mówiło się, że też nic nie przygotują  na ten mecz, postawili wszystko na jedną kartę i przywieźli ze sobą oprawę, a także spore ilości pirotechniki.

Lech Legia PP 3.05. 2011 (11)

Jak się okazało mimo zapowiedzi super-ścisłych kontroli weszli z wszystkim co tylko chcieli. Za podjęte ryzyko zostali wynagrodzeni, bo pod kątem ultras zaprezentowali się bardzo przyzwoicie. Wracając do nas to naszym marnym pocieszeniem był dobry doping. Szczególnie w końcówce dogrywki, gdzie niesamowicie wykonaliśmy Każdy z nas to wie.

Lech Legia PP 3.05. 2011 (21)

Potem przyszły rzuty karne. Legioniści konkurs jedenastek postanowili obejrzeć z bliższej odległości i zaczęli wysypywać się na murawę. My widząc to zwinęliśmy flagi i czekaliśmy na rozwój wydarzeń. W końcu Legia wygrała karne, a setki osób wbiegły na boisko. Początkowo kierowały się one do zdezorientowanych piłkarzy, jednak coraz więcej osób zaczęło orientować się w kierunku naszych sektorów. Przez moment była dziwna sytuacja, bo Legia niby zbierała się w pobliżu bieżni, a my czekaliśmy w sektorze i nikt nie kwapił się do jakiegokolwiek ruchu. Poza tym obecnością legionistów na murawie i wiszącym w powietrzu starciem z nami nie interesował się nikt. Ochroniarze stali bezczynnie, gdzieś przemykały jakieś grupki w kaskach, milicja stała wycofana za stadionem i powoli ustawiała się w wyjeździe w narożniku stadionu. W kontekście zapowiedzi o wzmocnionej ochronie meczu zachowanie służb było dziwne, co potem spowodowało falę komentarzy, że były to działania celowe mające na celu sprowokowanie awantury i rozegranie tego odpowiednio przez polityków. Po części tak się też stało. Kilka minut minęło i z prawej strony naszego sektora kilka osób wybiegło w kierunku Legii. W ciągu kilkanaście sekund, niskie płotki były po kolei wyrywane i coraz więcej osób wybiegało na bieżnię. Do starcia z Legią jednak nie doszło, bo zabrakło zdecydowania z obydwu stron.

Lech Legia PP 3.05. 2011 (11)

Nami zainteresowała się jednak ochrona, z którą przez kilka minut trwały ganianki. Z sektora poleciały wyrwane krzesełka, płoty, wyrywane były też głośniki, pecha miała też jedna z kamerzystek, która kręciła się w nieodpowiednim miejscu w nieodpowiednim czasie. Po kilku minutach zamieszania na bieżnię weszła milicja, po czym wszyscy wrócili na sektor i spokojnie z niego wychodzili.

Awantury okazały się wymarzonym prezentem dla władzy, bo od następnego dnia rozpoczęła się medialna młócka ulubionego tematu "kibole - bandyci", zaś Tusk mógł wygłosić płomienne, szeryfowskie przemówienie jak to rozprawi się z kibolstwem. Rozpoczęła się wojna na całego rządu z kibicami. Milicja dokonała brawurowych wjazdów antyterrorystów do domów podejrzanych o udział w pomeczowych zajściach, Tusk triumfował, a podległy mu medialny agitprop rozkręcał machinę i wykreowano nas na wrogów numer jeden. Zapowiadane są dalsze represje, zmiany w prawie, usłużni wojewodowie zamknęli także stadiony nasz i Legii na najbliższe mecze ligowe, co chyba pokazuje, jak daleko jesteśmy od normalnego państwa i jak daleko posunie się władza w celu osiągnięcia swoich celów.

Podsumowując, Bydgoski finał zapamiętamy jako mecz dla nas fatalny. Wypadliśmy blado i po latach na kibicowskim szczycie przełknęliśmy gorzką pigułkę. Pomeczowe zajścia, które z daleka wyglądały na zaplanowane i w których po prostu nieświadomie odegraliśmy swoją rolę dopełniły tylko ponure wspomnienia, związane z tym meczem.