Lech Poznań – Ungmennafélagið Stjarnan, 7.08.2014

Wczorajszy mecz wywołał skrajne emocje. Z jednej strony kompromitacja i totalne frajerstwo piłkarskie, które w takich okolicznościach absolutnie wszystkim podnosiło ciśnienie, albo doprowadzało do rozpaczy, z drugiej cudowny, fanatyczny doping, który dosłownie miażdżył.

Zwykle piłkarskie niuanse nie są przez nas poruszane wcale lub są u nas na drugim miejscu. Tak będzie i tym razem, aczkolwiek w takich momentach nie da się przejść obojętnie obok tego co wydarzyło się na murawie. Klęska z amatorami z Islandii, którzy momentami rozpaczliwie, ale dzielnie i wytrwale się bronili jest kuriozalna. Z drugiej strony, ten kto mniej więcej orientuje się w naszej sytuacji okołoklubowej, poza autentycznym szokiem jako pierwszej reakcji, później dostrzega racjonalne podstawy wczorajszej klęski. Nie wiemy czy Rumak musi odejść, czy jest dobrym trenerem czy słabym, czy teraz jest słaby, a jak zdobędzie mistrza w fuksiarskiej Ekstraklapie to będzie nagle znowu dobry. Nie wiemy czy na pewno wszystkim pasowała by tak bardzo jego wymiana np. na frajera Macieja Skorżę. Nie wiemy co zawiodło w przygotowaniach, kto gdzie zaspał, nie zdążył do piłki i kto nie jest w formie spośród naszych nażelowanych gwiazdek. Wiemy natomiast jedno – aby zwalczyć raka nie wystarczy wycinać go po kawałeczku, ale gruntownym zabiegiem wyciąć go w całości. Obecna struktura klubu, jak i jego posunięcia w ostatnich czterech latach to istny dramat i bezczelność. Udało się im zrobić coś co wydawało się niemożliwe. Zmarnowano naszym zdaniem największy potencjał kibicowsko-społeczno-sportowo-biznesowy w polskiej piłce ostatnich lat. Niezapomniany klimat mistrza AD 2010 został zatarty, mimo nielicznych epizodów jak przygoda w pucharach zaraz po nim. Wiadomo, że były też poważne problemy zewnętrzne, ale to co dzieje się wewnątrz klubu woła o pomstę do nieba. W takich warunkach, klęski w Pucharze Polski, kompromitacja z litewskimi pastuchami czy wczorajsza tragedia jawią się jako całkiem dorodne owoce długoletniej, konsekwentnej „pracy”. Pracy z której nie wynika nic. Zerowy progres i tkwienie w tym samym miejscu. Wszystko to boli tym bardziej po wczorajszym meczu, w którym główną rolę odegrali ci przeklęci kibice.

Lech Stjarnan 7.08 2014 (4)

Kibice, których często traktowano jako piąte koło u wozu. Przykład takiej zagrywki mieliśmy choćby tydzień temu, kiedy klub wyraźnie nie życzył sobie, aby w czarterze mimo 20 wolnych miejsc lecieli także kibice. W związku z tym w Kotle zawisł wczoraj stosowny transparent, o treści: „Rekordu frekwencji oczekujecie – na wyjazdach nas nie chcecie?!”.

Lech Stjarnan 7.08 2014 (2)

Drugi, większy transparent adresowany był do lokalnych gwiazd parkietów i salonów fryzjerskich: „My za herb i barwy oddamy wszystko – od was żądamy tylko walki na boisku!” Niestety piłkarze nie wzięli sobie tego do serca i tradycyjnie dali się ograć jakimś amatorom i kelnerom.

Lech Stjarnan 7.08 2014 (7)

My tymczasem wczoraj oddaliśmy wszystko co mogliśmy żeby wepchnąć tę żałosną zgraję do kolejnej rundy. Byliśmy na stadionie w liczbie 22629 osób. Doping miażdżył wczoraj od samego początku. Zaczęliśmy jeszcze przed meczem, zabawą „za bary”, powtarzaną później kilkukrotnie. Wszystkie nasze pieśni wyszły wczoraj bez zarzutu, ale prawdziwy ogień wyzionął z Kotła dopiero przy „W Grodzie Przemysława”. Było to jedno z najgłośniejszych wykonań w historii, a śpiew wręcz ogłuszał. Cały mecz w ramach przerwy w dłuższych przyśpiewkach przypominaliśmy piłkarzom czego oczekujemy. „Chcemy awansu, Kolejorz chcemy awansu” – od tego zaczęliśmy, jednak w drugiej połowie nieco zaostrzyliśmy nasze wezwania. „Jak co roku wielkie plany, a my znowu chuja gramy”, a później bluzgi skierowane do naszego trenera, łącznie z dialogiem z innymi trybunami – dodajmy w tej kwestii wyjątkowo z Kotłem zgodnymi. Powstrzymaliśmy się jednak od festiwalu szydery i bluzgów na wzór zeszłorocznych ostatnich minut meczu z Grunwaldem Wilno i dopingowaliśmy do końca.

 

W ostatnich minutach świetnie zabrzmiało „Każdy z nas to wie”, zaś po końcowym gwizdku słychać było już tylko gwizdy i pociski na przegranych frajerów. Brawa i owację otrzymali zaś kelnerzy i studenciaki z Islandii, którzy sami byli w szoku że udało się im wyeliminować przepłacone poznańskie gwiazdy. Owacja choć w pewnym momencie chyba nawet przesadna była dobrą szyderą ze stojących na środku boiska naszych kopaczy, którzy nie wiedzieli nawet co robić.

Lech Stjarnan 7.08 2014 (5)

Pożegnały ich gwizdy i zeszłoroczne „Dość pośmiewiska – wypierdalajcie z boiska!” Po raz kolejny zostajemy pozbawieni szans na ciekawą przygodę pucharową, nawet nie chce nam się wymieniać kogo mogliśmy trafić w kolejnej rundzie, bo po co dodatkowo podnosić sobie ciśnienie.

Lech Stjarnan 7.08 2014 (3)

 

Tymczasem pora wrócić na wyjazdowy szlak: widzimy się w niedzielę, w Gdańsku!