Lechia Gdańsk – Lech Poznań, 8.11.2008

Za nami jeden z ciekawszych i konkretniejszych wyjazdów w historii. Po 8 latach ponownie zawitaliśmy na Traugutta 29.

Ostatnia nasza wizyta na stadionie Lechii miała miejsce w 2000 roku, również w listopadzie. Historia zatoczyła koło nie tylko przez zbieżność terminów. Na ten wyjazd czekaliśmy bardzo długo i mieliśmy na niego ogromne ciśnienie. Do Gdańsk udaliśmy się w 660 osób, a na miejscu zostaliśmy wsparci 120 osobami z Arki Gdynia. Postanowiliśmy przy tym dobrze się zabawić i zadrwić trochę ze stereotypów kibicowskich, milicji, a także stylów kibicowania. Do Gdańska pojechaliśmy specjalem pełnym... wąsatych Januszy poubieranych w koszulki reprezentacji, a także europejskich klubów, choinek obwieszonych 3-4 szalami, dziwaków w cylindrach, a także innych oryginałów z trabkami, dzwonkami, serpentynami i resztą badziewia, które raczej znaleźć można na festynach siatkarskich lub konkursach skoków narciarskich. Tak "uzbrojeni" przemierzaliśmy Polskę wzbudzając zaciekawienie i zakłopotanie wśród postronnych osób mijanych na kolejnych stacjach, na czele z Tczewem.

Kolejnym przystankiem bł już Gdańsk Główny, gdzie czekały na nas całe zastępy psów w pełnym rynsztunku, a nad głowami krążył helikopter. Milicja, przygotowana jak na wojnę została przez nas przywitana okrzykami Piłka nożna bez policji! i Piłka nożna bez przemocy! Potem było już coraz zabawniej: Gdzie jest ta skocznia? No kurwa gdzie jest ta skocznia?!, Adam Małysz! i inne tego typu okrzyki wprawiły zdezorientowaną milicję w osłupienie. Po kilkunastu minutach oczekiwania i sporej dawki szydery oraz śmiechu wsiedliśmy do podstawionych Ikarusów. Tymi przemieszczaliśmy się przez skąpany we wspaniałym listopadowym słońcu Gdańsk w kierunku stadionu. Po drodze mijaliśmy napinaczy, którzy wyskakiwali na nasze autobusy z fuckami i bluzgami, które kwitowane były odgłosem trąbek albo uśmiechem "kibiców dobrej ligowej piłki", co wprawiało miejscowych betoniarzy w nie lada zdumienie.

W końcu dotarliśmy na Traugutta i rozpoczęło się żmudne wchodzenie. Droga na sektor prowadziła podobnie jak 8 lat temu po skarpie w kierunku korony stadionu, między drzewami i starymi ogrodzeniami. Tam dość mocno ściśnięci czekaliśmy na wejście przez bardzo powoli obracające się kołowrotki. Wpuszczanie przedłużało się, a tłum gęstniał. Robił się coraz większy ścisk, który trzeba było gdzieś rozładować. W końcu nie wytrzymało ogrodzenie od strony stadionu i ponad 100 osób postanowiło trochę odsapnąć od panującego ścisku. Z racji, że było z górki, grupa zapędziła się aż na sektory gospodarzy, którzy w liczbie kilkudziesięciu zostali pogonieni, a kilku zaliczyło mocniejszą reprymendę. Atak został ponowiony i blisko było też trafienia dwóch flag miejscowych, jednak w przeciwieństwie do ekipy Lechii czujność zachował jeden z zawodników i działaczy, którzy z murawy ściągnęli w ostatniej chwili fany. Potem miała miejsce kontra miejscowych i kolejne starcie na koronie stadionu. Ponadto grupa, która była już na sektorze próbowała sforsować ogrodzenie od jego strony, jednak tam spore gazowanie urządziła w odpowiedzi ochrona. Niestety we wszystko wmieszali się ci co zawsze, którzy przerwali zwiedzanie stadionu i dość zdecydowaną interwencją rozdzielili nasze grupy. Niestety dla 113 osób wyjazd się przedłużył, bo zostali oni powinięci, zaś resztę spacyfikowano i zepchnięto w kierunku kołowrotków, między innymi przy pomocy oddziałów antyterrorystycznych, których funkcjonariusze wjechali wymachując bronią gładkolufową i celując nią w nasze głowy. Napięta atmosfera trwała dłuższą chwilę, ale z biegiem czasu wszystko wróciło do normy i ponownie zaczęły obracać się kołowrotki.

Lechia Gdańsk - Lech Poznań, 9.11 (1)

Nasz sektor prezentował się bardzo osobliwie, na płocie wywiesiliśmy transparent o treści "LPJ", a rozwinięcie skrótu oznaczało "Lech Poznań Janusze". Poza tym nie zabrakło prześcieradła z napisem "Mamo tu jestem!". Dalsze atrakcje to okrzyki. Lechia Gdańsk - Lech Poznań, 9.11 (7)Zaczepki miejscowych skwitowaliśmy skandowaniem Olimpia Poznań!, bo to z tym milicyjnym klubikiem połączyła się kiedyś Lechia, żeby przetrwać organizacyjnie.

Lechia Gdańsk - Lech Poznań, 9.11 (6)

Potem jak na kulturalnych kibiców przystało powitaliśmy wszystkich wesołym Witamy was Alleluja! Po tym wstępie zakończyliśmy jednak zabawę, na płocie pojawiły się nasze flagi, trąbki poleciały w ochronę, a my zaczęliśmy normalny doping. Nie brakowało licznych bluzgów, zarówno na gospodarzy jak i na milicję za przedmeczową akcję.

Lechia Gdańsk - Lech Poznań, 9.11 (10)

W drugiej połowie do dopingu odpalone zostały race, a konkretny śpiew ciągnęliśmy do końca spotkania.

Lechia Gdańsk - Lech Poznań, 9.11 (14)

Po meczu było spokojnie, ale musieliśmy sporo odczekać na wyjście ze stadionu. W końcu znaleźliśmy się w banie, która zaliczyła nieplanowany postój przed stacją w Tczewie, gdzie torami do siebie wrócili wspierający nas licznie bracia z Tczewskiej Arki. Powrót do Poznania minął spokojnie, dzwoniły jedynie telefony, bo w mediach rozkręcono już aferę o wielkich awanturach na meczu Lecha i zatrzymanych 113 chuliganach. Niestety zatrzymani spędzili noc na dołku i następnego dnia sporo osób usłyszało zarzuty.

Piłka nożna bez policji!