Legia Warszawa – Lech Poznań, 1.06.2004

Zapraszamy do lektury archiwalnej relacji z drugiego meczu finałowego Pucharu Polski w sezonie 2003/04. Relacja ukazała się w miesięczniku "To My Kibice".

Rewanżowy mecz finału Pucharu Polski z Legią zapowiadał się szczególnie. Po zwycięstwie w Poznaniu pojawiła się realna szansa na zdobycie tego trofeum. Dodatkowego smaczku dodawał fakt, że ewentualne świętowanie sukcesu rozpoczęłoby się na stadionie odwiecznego wroga.

Legia Lech PP 1.06. 2004 (14)

Na dworcu atmosfera radosna. Pełno ludzi, wszyscy w barwach (sporo ludzi w okazjonalnych koszulkach "PP 2004"). Niestety wiele osób podchmielonych. Na peronie wszyscy zapakowaliśmy się do dwóch pociągów (w sumie około 1500 osób, może trochę mniej). Sporo było prasy/telewizji. Pierwszy pociąg ruszył przy akompaniamencie śpiewów, trąbek i innych takich. Może to głupie, ale mi to skojarzyło się z... wyjazdem żołnierzy na front! Tego się po prostu nie da opisać słowami. Trzeba to było zobaczyć. Podróż upłynęła stosunkowo spokojnie. Po drodze na skutek własnej głupoty kontuzję łapie jedna osoba. Osobnik ów uderzył w czasie jazdy nogami o słup trakcyjny. Mam nadzieję, że wszystko się dobrze skończyło. Tradycyjnie w Błoniach przywitali nas kamieniarze. Widać to takie ich lokalne hobby.

Legia Lech PP 1.06. 2004 (4)

Wysiedliśmy na dworcu Warszawa Gdańska . Tam sprawnie zapakowano nas do autokarów i przewieziono na Łazienkowską (niestety grupa z drugiego pociągu) musiała odczekać kilkadziesiąt minut w upalnym słońcu na podstawienie autokarów dla nich). Na stadion weszliśmy stosunkowo szybko. Drugiej grupie zajęło to jeszcze mniej czasu, gdyż... weszli razem z bramą wejściową :) Przy okazji odpłacając się ochroniarzom za ich profesjonalną pracę. Legia przywitała nas oklaskami. Potem były obopólne śpiewy na policję. Po jakimś czasie zaśpiewaliśmy Bez układów, dając znak że wszystko wróciło do normy.

Legia Lech PP 1.06. 2004 (13)

Mimo to cała pierwsza połowa upłynęła na dopingu własnych drużyn. Bez jakichś wrogich przyśpiewek, pod adresem przeciwnika. Legia rozpoczęła mecz od okazjonalnej kartoniady w asyście kolorowych chorągiewek.

Z naszego sektora nie dało się rozpoznać wzoru. My ze swojej strony w piętnastej minucie odpaliliśmy świece dymne i zrobiło się kolorowo. Pod koniec pierwszej połowy, od strony trybuny krytej doszło do pierwszego tego dnia zamieszania. nie wiem kto zaczął (obie strony obwiniają się wzajemnie). Faktem jest, że i Legia i my w tym momencie ściągnęliśmy fany z płotów. Poszły też wzajemne obelgi, poleciały kamienie. Ponownie zawiesiliśmy fany i dopingowaliśmy jak przed tym incydentem. Po przerwie sytuacja się uspokoiła.

Legia Lech PP 1.06. 2004 (2)

Odpaliliśmy też kilkaset ogni bengalskich w asyście wulkanów. Efekt wizualny dobry. Legioniści zaprezentowali okazjonalną sektorówkę, przedstawiającą sylwetkę policjanta uzbrojonego w pałkę i tarczę, umieszczoną w znaku zakazu. Doping Legii słabł wraz z upływem czasu. Dopiero zdobycie bramki ponownie tchnęło ducha w legionistów. Na szczęście dla nas, więcej bramek Legia już nie strzeliła. Po ostatnim gwizdku sędziego w naszym sektorze zapanowała ogromna radość! Sporo osób rzuciło się na płot. Istny szał radości. Niestety, kibice Legii pokazali swoją drugą twarz...

Legia Lech PP 1.06. 2004 (25)

Najpierw od strony trybuny krytej, a później od strony "Żylety" w naszą stronę poleciało sporo kamieni, butelek, fruwały też krzesełka. To jeszcze się da znieść, ale nad tym co robili później nie da się spokojnie przejść. Podczas wręczania pucharu nasi piłkarze zostali napadnięci i pobici. Kilku straciło pamiątkowe medale.

W tym czasie "Żyleta" (konkretniej jakaś młodsza ekipa stojąca pod płotem) śpiewa... Mistrza przy stole... Doprawdy nieźli z nich jajcarze :) Po jakiejś pół godziny stadion opustoszał.

Legia Lech PP 1.06. 2004 (13)

Nasi piłkarze wyszli do nas by cieszyć się razem z nami ze zdobycia pucharu. Dziękujemy!!! Droga powrotna to znów czekanie za autobusami (czy w stolicy nie ma więcej niż 8 autokarów?), potem bieg na pociąg i jazda. Tradycyjnie żegnani jesteśmy kamieniami. Tracimy kilkanaście szyb w pociągach, na szczęście nikt nie ucierpiał. W Poznaniu meldujemy się około 5-6 rano (pociągi różnie przyjeżdżały). Zmęczeni, ale szczęśliwi. Warto tam było być!

PEŁNA FOTOGALERIA

***

W Poznaniu odbyła się oczywiście wielka feta na Starym Mieście. Czwarty w historii Puchar Polski trafił do Lecha po długich szesnastu latach.

Za drużyną podczas finałowych meczów i poprzedzających je dni podążała ekipa filmowa, a owocem jej pracy jest film, który zna chyba każdy kibic Kolejorza: