Legia Warszawa – Lech Poznań, 24.09.2010

Niemal 2,5 roku czekaliśmy na wizytę przy Łazienkowskiej z powodu budowy nowego stadionu. Jeszcze dłużej czekaliśmy na normalność na trybunach odwiecznych rywali, bo podczas naszego ostatniego starcia prowadzili oni jeszcze protest przeciwko ITI. Na taki wyjazd i mecz warto było jednak czekać.

Na nową Łazienkowską dostaliśmy 1400 biletów, czyli komplet jaki gospodarze mogli nam zaproponować. Wejściówki zeszły na pniu. Mobilizowali się także miejscowi, którzy po raz pierwszy obejrzeli mecz na nowym stadionie w komplecie. Mobilizacja trwała także w warszawskim dziale bezpieczeństwa i wśród miejscowych służb. Mimo, że nowy stadion Legii został uzbrojony w najnowocześniejsze kamery, mikrofony kierunkowe i inne cuda to zapowiadano zdwojoną kontrolę i trzepanie na wejściu. Na spotkanie z nami szczególnie czekała Bogusława Błędowska, esbecka szmata mająca spore zasługi w niszczeniu ruchu kibicowskiego na Legii. Co do gospodarzy w sensie kibicowskim, to zakończenie wojny na Legii pomiędzy kibicami, a znienawidzonym ITI przypomina bardziej zawieszenie broni. My jednak cieszyliśmy się z powrotu normalności na Żyletę i Ł3, bo ostatni nasz mecz w Warszawie był raczej widowiskiem z punktu widzenia kibiców przygnębiającym. W wojnie z kurestwem w typie ITI, milicji i innych antykibicowskich elementów kibice zawsze będą po jednej stronie.

Podróż minęła bez przygód, na około 3 godziny przed meczem wysiedliśmy z bany na stacji Warszawa Zachodnia. Tam okazało się, że jedziemy pod stadion na dwie tury, bo warszawskie MZK i milicja nie są w stanie zapewnić transportu 1400 osób za jednym razem, cóż wschód... Po dotarciu na stadion rozpoczęło się przedstawienie Błędowskiej oraz podległych mu ochroniarek. Mimo nowych bramek, kołowrotków, barierek, zadbanego wejścia na sektor po nowych schodach na drodze przy Kanałku Piaseczyńskim i tak ustawiono zasieki ze skrajnie niebezpiecznych barierek. Oczywiście skończyło się to mega ściskiem i kilkoma przepychankami ze stojącą milicją, która rzecz jasna nie pomagała w swobodnym przepływie ludzi. Na szczęście sytuacja w miarę się unormowała i rozpoczęło się mozolne wchodzenie, sprawdzanie sektorówek i ogólne dopierdalanie się do wszystkiego. Problemem w pewnym momencie stały się szaliki, które były wyjazdowym gadżetem. Widniał na nich napis okazjonalnej przyśpiewki, którą mieliśmy zamiar zaprezentować na sektorze: Jeden jest mistrz Polski, jedna kurwa w Polsce jest! Oczywiście to ten drugi człon nie spodobał się Błędowskiej i większość szali weszła pokitrana. Jak się później okazało, na patencie weszły nie tylko problematyczne szaliki, ale i coś jeszcze.

Legia Lech 24.09 2010 (26)

Summa summarum wejście trwało aż do samego meczu, a także już po gwizdku. Kilkukrotnie intonowaliśmy głośne Wpuśćcie kibiców!, a także bluzgaliśmy na złośliwe ochroniarki, Błędowską i milicję. Niestety nowy stadion nie oznacza w Warszawie nowych standardów. Miejscowi także nie zaczęli meczu normalnie, bowiem mimo rozmów i porozumienia, klub nie cofnął dwóch zakazów, które były warunkiem ze strony kibiców. W związku z tym legioniści zaczęli normalny doping dopiero w 15. minucie meczu. Z tego też powodu Legia nie zaprezentowała na meczu żadnej oprawy.

Legia Lech 24.09 2010 (35)

My tymczasem, po opóźnieniu związanym z wejściem normalnie dopingowaliśmy i wychodziło nam to całkiem nieźle. Śpiew niósł piłkarzy, którzy z animuszem walczyli i pierwszą połowę zakończyli z wynikiem 1:0, chociaż mogło być o wiele wyżej. Byliśmy jednak solidnie nakręceni na drugą połowę. Na sektorze wywiesiliśmy 20 flag, które ledwo mieściły się na wszystkich możliwych barierkach. W 1. połowie właściwie wszystko śpiewaliśmy bardzo głośno. W drugiej odsłonie szczególnie dobrze wyszła okazjonalna przyśpiewka.

Legia Lech 24.09 2010 (25)

Nowy stadion nie oznacza na szczęście nowych obyczajów na trybunach. Inaczej myśleli chyba organizatorzy i osób odpowiedzialne za bezpieczeństwo, bowiem od sektorów legionistów oddzielała nas tylko pleksi. Nie minęło wiele czasu gdy między sektorami doszło do przepychanek - najpierw słownych, a potem coraz śmielszych prób wyjaśnienia sobie pewnych spraw w 4 oczy. Warszawscy i podwarszawscy napinacze zafundowali nam deszcz z latających przedmiotów, a także specjałów z klubowego cateringu, my nie pozostawaliśmy dłużni. Doszło także do kilku wymian poglądów przez pleksi, po czym po stronie miejscowych na sektor wkroczyła ochrona, która oddzieliła ich od pleksi. W przejściu między sektorami, przy płocie oddzielającym sektory doszło też do małego zamieszania zakończonego gazowaniem. Podobne utarczki miały miejsce właściwie cały mecz.

Legia Lech 24.09 2010 (22)

W 2. połowie zaczęliśmy przygotowania do dwóch opraw. Pierwsza z nich składała się z dwóch sektorówek, namalowanych w konwencji komiksu. Przedstawiały one postać Batmana, który stoi na tle centrum Warszawy, a później zaskakuje i budzi przestraszonego legionistę. Prezentacja nawiązywała do meczu, który jak zostało wspomniane wcześniej był pierwszym pojedynkiem z legionistami z normalnym wyjazdem, dopingiem i możliwością zaprezentowania oprawy od kilku lat.

Potem przyszedł czas na druga prezentację, która nie była ani duża, ani bardzo skomplikowana, ale stała się jedną z najlepszych naszych opraw wyjazdowych w historii. W 75. minucie zaprezentowaliśmy sektorówkę z hasłem "Siemano Guantanamo!"

Legia Lech 24.09 2010 (32)

Jest to cytat ze znanego kawałka hip-hopowego, który idealnie pasował do naszego wyjazdu na nowy stadion Legii. Obiekt ten z racji na opisywane wcześniej zasieki, ilość kamer i standardy bezpieczeństwa nazywany jest często właśnie "Guantanamo Areną". Na szczęście nie ma takich obostrzeń i zabezpieczeń z którymi nie bylibyśmy w stanie sobie poradzić. Mimo ogromnych nakładów i wysiłków miejscowej milicji i ochrony gdy tylko sektorówka została wciągnięta na piętro na dolnym sektorze odpalonych zostało kilkadziesiąt rac.

Legia Lech 24.09 2010 (36)

Tym samym nowy stadion Legii został ultrasowsko ochrzczony, bo warto zaznaczyć, że były to pierwsze race jakie zostały na nim odpalone. Po wszystkim z góry została rozciągnięta sektorówka z emotikonem znanym ultrasom całej Polski.

Legia Lech 24.09 2010 (33)

Po zakończeniu ultrasowania do końca meczu zostało kilka minut, niestety piłkarze przegrali jakimś cudem to spotkanie, jednak my zaprezentowaliśmy się wyjątkowo konkretnie. Po zakończeniu meczu byliśmy trzymani bardzo długo na sektorze, po czym zaczęła się podróż powrotna - znowu rozbite na dwie tury podróżowanie autobusami i wbitka na dworzec w kierunku stojącej bany.

Więcej zdjęć:

Nasz sektor:

Oprawa "Siemano Guantanamo":