Legia Warszawa – Lech Poznań, 9.05.2015

A kto nie był, niech żałuje! Tydzień po finale na Narodowym powróciliśmy do Warszawy na mecz z Legią, tym razem na Łazienkowską.

Organizacja wyjazdu przebiegała w czasie pofinałowej euforii kibicowskiej, podliczaniu i podsumowywaniu całego przedsięwzięcia jakim był mecz na Narodowym. Mimo, że w różnych podejrzanych miejscach w Warszawie, typu komenda główna milicji, albo urząd wojewody Kozłowskiego, tliły się nadzieje, żebyśmy na Łazienkowską nie przyjeżdżali wyjazd odbył się normalnie. Spora w tym zasługa Legii, która odpierała wszelkie obiekcje dotyczące naszego przyjazdu. To już taka tradycja, że nasze wyjazdy na Ł3 poprzedzone są zakulisowymi gierkami, różnych smutnych ludzi, dla których sensem życia jest utrudnianie go innym, głównie kibicom. Liczba wejściówek nam przyznanych była taka jak zawsze, ale problemem był brak mobilizacji wśród nas. Jest to niemałe zdziwienie i żenada, że po zaledwie tygodniu liczba oddanych Lechowi kibiców, którzy na Narodowym mienili się jako wierni fani Kolejorza, spadła o 10 tysięcy! Było nas bowiem wczoraj w Warszawie 1044, co daje okolice 10 procent liczby finałowej. Wiadomo, że nikt nie liczył na powtórkę, ale jednak wyjazd z szansą na objęcie lidera na stadionie odwiecznego wroga wydawał się być kuszący. W TIFO nie było jednak oblężenia, kolejek, różnych łzawych historii dziwnej treści, żeby tylko dostać bilet. Po prostu wystarczyło iść i kupić wejściówkę. Niektórzy wolą jednak wylewać swoje płacze na forum i opowiadać różne niestworzone historie, hitami są te, że ktoś nie dostał biletu na finał mimo, że jest kumaty, jeździ od lat i coś tam ogarnia. Bez żartów, na Narodowy mógł jechać absolutnie każdy. Teraz pozostaje czekać na sprzedaż biletów do Gdańska, która zapowiada się bardzo ciekawie.

Wstydliwą liczbę już wspomnieliśmy, czas na jej dobrą stronę. Oznaczała ona bowiem, że pojechali ci, którym zależy i ci, którzy naprawdę są fanatykami. I niemal wszyscy obecni w Warszawie potwierdzili to swoją zabawą. Zgromadziliśmy się w większości na piętrze, które solidnie nabite miało ogromną moc, na bardzo dobrym pod względem akustyki stadionie Legii. Kotara, po świetnym prowadzeniu dopingu podczas finału nie spoczął na laurach i wymyślił kolejną nową przyśpiewkę, którą zaprezentował nam już przez radio węzeł w specjalu. Jej trening przed meczem wypadł bardzo dobrze i zwrócił uwagę piłkarzy, którzy byli jak dotąd jedynym zawodzącym elementem układanki do pełni naszego szczęścia, co szczególnie odczuliśmy podczas finału.

W imieniu drużyny pod sektor przed meczem podszedł Łukasz Trałka, który usłyszał kilka wskazówek i tekstów mobilizacyjnych, które przekazał w szatni. Warto wspomnieć, że drużyna dofinansowała nasz wyjazd, przez co przejazd pociągiem kosztował nas tylko 36 złotych. Argument finansowy by wczoraj nie jechać zatem odpadał.

Co do specjala to był on, poza miłym (dla nas jednak trochę oczekiwanym) gestem piłkarzy dość nietypowy. Jechaliśmy po raz 1. w historii specjalem składającym się z wagonów przedziałowych w tym także 1 klasy. Pociąg był bardzo długi, przez co kilka wagonów nie mieściło się na peronach. Warunki do jazdy były jednak o niebo lepsze niż zwykle i z pewnością było to miłe odstępstwo od żółtkowo-piętrusowej normy. Po dotarciu na Warszawę Zachodnią odbyły się tradycyjne manewry milicji, czyli nonsensowna jazda na dwie tury. Po meczu było podobnie, nie zabrakło też kilku spin z mundurowymi. Na szczęście skończyło się na przepychankach i słownych utarczkach. Sytuacja jednak była dość napięta w związku z tym co wydarzyło się w Knurowie.

Legia - Lech, 9.05. 2015 (30)

Śmierć Dawida Dziedzica, kibica Concordii, który zginął od policyjnej kuli uczciliśmy transparentami i zniczami pod komendami na terenie Wielkopolski, delegacja Kolejorza była obecna także na pogrzebie. Na sobotnim meczu, podobnie jak inne ekipy również poruszyliśmy tę kwestię z naciskiem na bezkarność katów w mundurach. Ponad podziałami, wraz z legionistami przez pierwsze 10 minut nie prowadziliśmy dopingu, a także zwinęliśmy powieszone flagi. Zamiast nich na barierce wywiesiliśmy transparent o treści Żądamy kary dla POlicyjnych MOrderców! Identyczny transparent wisiał także na „Żylecie”, z którą przez kilka minut razem śpiewaliśmy Zawsze i wszędzie! Nie zabrakło także wykonania tego hasła na dwie strony. Miejscowi zaprezentowali poza tym kilka innych transparentów, na czele z eksponowanym w dużych rozmiarach hasłem Czy nas też zabijecie, bo stoimy na Żylecie? Później podobnie jak i my gospodarze ruszyli z dopingiem, który z naszej perspektywy wypadł dość blado, przynajmniej w porównaniu z meczami w poprzednich sezonach, gdy legioniści pieczętowali lub świętowali mistrzowski tytuł.

Legia - Lech, 9.05. 2015 (12)

Być może legioniści wypadli wczoraj całkiem dobrze wokalnie, jednak byli dla nas niesłyszalni głównie z naszego powodu. Jeśli jesienią, gdy piłkarze schodzili do szatni przy wyniku 2:0 był w powszechnej opinii mega ogień, to wczoraj tamtą moc co najmniej podwoiliśmy. Co więcej, utrzymaliśmy ją też przez niemal cały mecz. Ten układał się identycznie jak jesienią, szybkie dwa nasze gole, które wprawiły nas w prawdziwą euforię i potem pogoń Legii. Na szczęście wreszcie nadeszło przełamanie dominacji sportowej legionistów i piłkarze dołożyli ostatni element, który brakował do osiągnięcia przez nas wokalnego szczytu.

Nie ma w tych patetycznie brzmiących słowach grama przesady. W 11. minucie na rozgrzewkę weszła przyśpiewka Cała Polska zna, potem w I połowie odkopaliśmy trochę starszego repertuaru, ale wszystko wychodziło na dobrym poziomie. Druga połowa to już istny ogień, podczas którego królowały dwie melodie: Dziś Lech mecz swój gra i nowa produkcja Kotary Na trybunach śpiew. Obydwie nowe przyśpiewki są dość podobne tekstowo, jednak cieszy, że posiadają właśnie tekst, a męczące w niektórych przyśpiewkach lalala jest w nich tylko przerywnikiem. Padające gole i czasem nieco dramatyczna, ale skuteczna obrona przed atakami legionistów podkręciły nas na maxa, a my nową przyśpiewkę jechaliśmy non stop do końca meczu, a nawet dłużej.

Legia - Lech, 9.05. 2015 (36)

Było wtedy wszystko, zaangażowanie niemal wszystkich, wzajemne nakręcanie się, świetna praca Kotary i Klimy, a także Arasa, który włączył się do prowadzenia dopingu, niezmiennie bezbłędna praca bębniarzy i zwykła fanatyczna pasja. Wszystko to dało najlepszy doping i zabawę od dawna (niektórzy przywoływali magiczne St. Gallen), mimo, że kilka dobrych wokalnych prezentacji choćby w tym sezonie na koncie mieliśmy. Tak jak zostało to wspomniane, końcowy gwizdek nie przerwał naszego transu, był tylko bodźcem, który jeszcze nas podkręcił.

Obłędny śpiew zakończyliśmy chwilę po przyjściu piłkarzy pod sektor. Tym podziękowaliśmy za dofinansowanie pociągu, a także zaśpiewaliśmy na dwie strony Cała Polska zna. Potem na pożegnanie wykrzyczeliśmy Mistrz, mistrz Kolejorz! Jeśli jakimś cudem któryś z was to czyta – pany, mówiąc wprost: nie spierdolcie tego, sami widzicie co wczoraj się działo, a czego pozbawiliście nas i siebie na finale od momentu wyrównania przez Legię. Dajcie nam tę radość i nie odpuszczajcie do końca sezonu! Poza dopingiem wywiesiliśmy skromne oflagowanie, nie zabrakło też flag na wędkach.

Legia - Lech, 9.05. 2015 (26)

Po zejściu piłkarzy do szatni, „pozdrowiliśmy” legionistów i przypomnieliśmy im, że Jeden jest Mistrz Polski. Po kilku innych hasłach zakończyliśmy zabawę tego dnia i po oczekiwaniu około 45 minut na sektorze udaliśmy się w drogę powrotną.

Legia - Lech, 9.05. 2015 (34)

Ta poza wspomnianymi przepychankami z milicją na Warszawie Zachodniej minęła w szampańskich nastrojach. Nie omieszkaliśmy uczcić tego zwycięstwa na mijanych dworcach w Kutnie, Kole, Koninie i Wrześni, gdzie na peronach rozkręcała się zabawa. W Poznaniu stawiliśmy się około północy.

Więcej zdjęć w galerii FOTOKOLEJORZ.