Olimpia Grudziądz – Lech Poznań, 12.08.2012

Po opadnięciu emocji związanych z pojedynkiem w europejskich pucharach z AIK Solna, powróciliśmy do polskiej rzeczywistości futbolowej. Tym razem mogliśmy zasmakować klimatu piłki regionalnej - w Pucharze Polski czekał nas wyjazdowy mecz z Olimpią Grudziądz.

Mało brakowało, a do naszego wyjazdu w ogóle by nie doszło, bo chyba tylko sobie wiadome zastrzeżenia do stadionu w Grudziądzu miała miejscowa policja. Wygrał jednak zdrowy rozsądek - po dwóch dniach okazało się, że możemy normalnie jechać na wyjazd. Dostaliśmy 500 biletów, na sektorze jednak stawiliśmy się w 550 osób.

Olimpia Grudziądz Lech 12.08 (4)

Podróż mimo uciążliwej asysty tych co zawsze minęła bez problemów, tych nie było także przy wpuszczaniu na sektor. Sektor dodajmy wyjęty ze starych czasów, czyli... bardzo przyjemny dla kibiców. Nie był zaopatrzony w monitoring znany choćby z naszego estadio czy innych modern-stadionów coraz bardziej przypominających więzienia. Płot oraz rozmiar sektora pozwolił nam na wywieszenie dwóch nowych flag - "Lech Poznań" oraz "Pyrlandia", które przy tej okazji urozmaiciły nasze wyjazdowe oflagowanie. Poza nimi wisi standardowo fana "Fanatycy" oraz flagi grup, fc i sekcji. Sektor przedzielony był na dwie części, co było dodatkową zaletą na przykład przy śpiewaniu "Dumą Polski jesteśmy od lat". Na mecz zabieramy również 9 flag na kijach, którymi machamy właściwie przez cały mecz. Szkoda tylko, że brakuje chętnych do machania i prowadzący doping musiał kilkukrotnie nawoływać by w końcu ktoś wziął flagę.

Olimpia Grudziądz Lech 12.08 (10)

Także doping tego dnia po przyzwoitych pierwszych 30 minutach zmienił się w męczarnie. Owszem, dość mocno przygrzewało momentami słońce, także boiskowe wydarzenia kompromitujące nasz klub przez patałachów biegających za piłką nie zachęcały do zdzierania gardeł, jednak nasz skład tego dnia powinien gwarantować fanatyczny doping bez względu na to co dzieje się na boisku. Poza tradycyjnym repertuarem "pozdrawiamy" również obecnych na meczu przedstawicieli miejscowego fc Widzewa. Śmiech na naszym sektorze wzbudzało wykonanie okrzyku "Olimpia" w momencie gdy po dobrej akcji wykrzykiwali go wszyscy zgromadzeni na stadionie miejscowi. Wtedy słuchać było donośnie hasło "policja", co oczywiście nie pozostało bez naszych szyderczych uwag. Miejscowi wystawiają skromny młyn, który oflagowany prezentuje się nawet przyzwoicie. Wszyscy w nim ubrani są na biało. Ich doping, poza zrywami po bramkach był jednak dla nas niesłyszalny.

Olimpia Grudziądz Lech 12.08 (8) Nasz doping poprawił się dopiero pod koniec spotkania, także dzięki pirotechnice, która pojawiła się około 75. minuty i płonęła do końca meczu oraz w dogrywce, którą "wywalczyli" kopacze. Pirotechniczna zabawa trwała w najlepsze, a od niektórych opornie odpalających się ogni wrocławskich zajęło się kilka krzesełek w jednej połowie sektora. Mały pożar nie przeszkodził w dopingu, a nieoczekiwane wybuchy ognia, bo tak trzeba je nazwać były wręcz nie lada atrakcją. W pewnym momencie ognistych popisów jednej z połów sektora pozazdrościła druga jego część wysyłając odpaloną racę. Ta fruwała jeszcze między połowami sektora kilkukrotnie, co oczywiście dodało tylko klimatu, który z racji unoszącego się dymu środków pirotechnicznych i spalonego plastiku przypominał ten sprzed lat. Niewątpliwie zabawa w sektorze od końca meczu, aż po koniec dogrywki była miłą odskocznią od sztywnej rzeczywistości nowych stadionów, które coraz częściej odwiedzamy na wyjazdach ligowych.

Olimpia Grudziądz Lech 12.08 (12)Olimpia Grudziądz Lech 12.08 (9)Olimpia Grudziądz Lech 12.08 (6)Olimpia Grudziądz Lech 12.08 (2)

Wszystko to było osłodą tego co musieliśmy mimowolnie oglądać na boisku. Ambitnie grający gospodarze walczyli z werwą i szybko wyszli na prowadzenie. Ostatecznie doszło do dogrywki, którą rozgrywali w osłabieniu i mimo to zdołali strzelić gola na 2:1, którym to wynikiem zakończyło się spotkanie. Nie deprecjonując waleczności i sukcesu miejscowych, to w głównej mierze ten wynik jest efektem tego co zaprezentowali nasi kopacze. Grali tragicznie - bez pomysłu, leniwie, od niechcenia. Już podczas meczu usłyszeli z sektora hasło, znane juz z poprzedniego sezonu "Biegać walczyć i się starać w Lechu trzeba zapierdalać!", wykrzykiwane również z alternatywnym zakończeniem, chyba bardziej trafnym "...a jak nie to wypierdalać!".

Po meczu część z rozkapryszonych panienek kalających nasz herb i koszulki czmychnęła do szatni, a pod sektor podeszli nieliczni, w tym Ivan i Kotor, którzy jak zwykle najmniej zawinili oraz nie wystraszyli się usłyszeć kilku słów prawdy o postawie drużyny. Skandalicznie zachował się za to jeden z naszych czarnoskórych kopaczy - Luis Henriquez, który nie poczuwał się do wyrażenia skruchy po tragicznym występie i pyskował oraz pluł w stronę naszego sektora. Swoim zachowaniem podgrzał i tak napiętą atmosferę, można śmiało stwierdzić że powinien być wdzięczny budowniczym stadionu za postawienie odpowiedniego płotu, który oddzielał nas od murawy. Dostało się również niespełnionemu tancerzowi, który próbuje sił w piłce, ale na razie średnio mu to wychodzi. Szymuś, naprawdę przemyśl raz jeszcze swoją przyszłość - na boisku marnujesz swój talent, a w Poznaniu otwarto ostatnio kilka klubów gdzie mógłbyś się spełnić. Po wysłuchaniu szczerych i dobitnych uwag o prowadzeniu się i tym co prezentują sobą na boisku kopacze udali się do szatni, a my w podróż powrotną.

Tą utrudnioną miało około 50 osób z powodu awarii autokaru w drodze na mecz. Ktoś trafnie napisał później na forum, że wkłady do koszulek, gdyby miały choć odrobinę przyzwoitości powinny wracać do Poznania pociągiem lub PKSem, a swój autokar w tej sytuacji oddać kibicom, którzy jeżdżą za Kolejorzem bez względu na wszystko.

Olimpia Grudziądz Lech 12.08 (1) Tymczasem nic nie wskazuje by miało być lepiej - boiskowa żenada będzie raczej postępować, bo trudno liczyć, że obecni najemnicy nagle zaczną chcieć grać. Z tej bandy niewiele ulepi też trener, ktokolwiek by nim nie był, ale obecny stan rzeczy to efekt nie do końca przemyślanej strategii przyjętej przez zarządzających klubem. Pytanie tylko - ile jeszcze i co przyjdzie nam znosić?