Piast Gliwice – Lech Poznań, 24.09.2008

Nie licząc czasów komuny, można napisać, że po raz pierwszy odbył się wyjazd kibiców Kolejorza do Gliwic.

Z Piastem Lech potykał się tylko dziesięciokrotnie, z czego 6 razy na wyjeździe. Były to czasy zamierzchłe, ostatnie starcie miało miejsce w sezonie 1984/85 w ramach Pucharu Polski. Wylosowanie w tych samych rozgrywkach drużyny z Gliwic mimo niekorzystnego terminu i napiętego terminarza było jednak łakomym kąskiem dla fanatyków kolekcjonujących "egzotyczne" wypady. Terminarz ułożył się też tak zabawnie, że w zeszły weekend, dosłownie 3 dni wcześniej graliśmy z Piastem u siebie w lidze.

W Gliwicach pojawiło się 178 kibiców Kolejorza, którzy nie licząc 5 wariatów jadących rejsówką, pod sektor dotarli autami. Wyjazd niczym ciekawym się nie wyróżnił, piłkarze łatwo wygrali i podeszli zbić po meczu piątki. Największe emocje budziła chyba konstrukcja, dosłownie klatki, będącej naszym sektorem.

Piast Lech 24.09.2008

Powiesiliśmy od zewnątrz jedną flagę - "Fanatycy", a czas poza pojedynczym zaznaczeniem swojej obecności okrzykami minął nam raczej na rozmowach i rozkminkach. Meczów i wyjazdów nie brakuje, ledwo co wróciliśmy z Wiednia, a już przed nami wypad do Łodzi, a także rewanż z Austrią przy Bułgarskiej.

Piast Lech 24.09.2008 2

Grupka pociągowa wyruszyła Przemyślaninem i w Gliwicach zameldowała się na 4 godziny przed meczem:

Po krótkiej wizycie w galerii handlowej przy dworcu, przez szare Gliwickie chęchy udaliśmy się w kierunku stadionu. Po drodze szybki kebab wciągnięty dość szybko, bo konsumpcji odbywała się wśród familoków. Szare, ale puste ulice miały swój klimat. W pewnym momencie gdy szliśmy nie rzucając się w oczy, minął nas nasz  klubowy autokar. W końcu naszym oczom ukazał się stadion Piasta i udaliśmy się w kierunku sektora gości. Tam na nasz przyjazd czekały psy, które wcinały słoniola, spodziewając się że wszyscy przyjedziemy autami. Krótkie zdziwienie i sprawdzanie dowodów i mogliśmy swobodnie podejść pod sektor i poczekać w bezpiecznym dystansie od milicji na resztę naszych. Po meczu, również postanowiliśmy wracać baną, ale zapytaliśmy się kierowcy autokaru klubowego czy by nas nie zabrał. Niestety nie był zbyt chętny i udaliśmy się na dworzec. Koło 23 mieliśmy pociąg powrotny, więc znowu kierunek galeria. Tam trochę przypału z ochroną, ale w końcu udało się jakoś bez szwanku wyjść i potem oczekiwanie na klimatycznym dworcu. Powrót uatrakcyjniamy sobie zaczepianiem jakiś harcerzy, którzy wracali z obozu i postanowili zagonić nas za picie browarów na korytarzu. Do samego Poznania robimy im różne żarciki, po czym spokojnie wysiedliśmy i zakończyliśmy ten środowy wyjazd.