Ruch Chorzów – Lech Poznań, 11.05.2010

Przed wyjazdem do Chorzowa mało kto spodziewał się, że ta kolejka przyniesie jakiekolwiek zmiany w tabeli. Absolutnie nikt jednak nie przewidział, że ten mecz i rozgrywane równolegle derby Krakowa przejdą do historii naszego klubu i całej ligi.

Zacznijmy jednak od standardowych informacji. Na mecz udaliśmy się specjalem i wykorzystaliśmy 1000 biletów. Pociąg ledwo wyjechał za Poznań i zdążył się zepsuć. Po oczekiwaniu na nowy skład i przepakowaniu się do niego, ruszyliśmy już bez przygód w dalszą drogę. W Chorzowie nie odnotowaliśmy problemów z wejściem na mecz i w okolicach początku meczu wszyscy byliśmy już na sektorze gości.

Ruch - Lech, 11.05. 2010 (14)

Ten bardzo dobrze oflagowaliśmy, wywieszając 21 płócien, głównie grup i FC, ale też przyjechały z nami flagi: "Fanatycy" i "Lech Poznań". Dobra pogoda i ładny majowy zachód słońca w Chorzowie zachęcały do głośnego śpiewu. Na początku meczy wymieniliśmy poglądy z miejscowymi, którzy chełpili się tradycyjnie swoją odrębnością od Polski. Po ripostach i bluzgach przeszliśmy do wspierania Kolejorza. Zaczęliśmy od dobrego wykonania Za Lechem, nie zabrakło też W Grodzie Przemysława, Każdy z nas to wie i Kolejorz gol! W przerwach między nimi "pozdrawialiśmy" chorzowian. Ci wystawili spory młyn, jednak dopingowali średnio. Podczas meczu na gnieździe z którego prowadzony jest u nich doping zapłonęła jedna raca. Nasz doping jak na warunki przy ulicy Cichej był bardzo dobry, jednak wszystko zeszło na dalszy plan w końcówce meczu.

Ruch - Lech, 11.05. 2010 (17)

Wówczas po długich minutach bezproduktywnych ataków w ostatnich sekundach meczu któryś z chorzowian padł na murawę. Bodajże Lewandowski chwilę się wahał czy nie wybić piłki, jednak w odpowiednim momencie usłyszał chyba nasze wyraźne żądanie kontynuowania gry. Gromkie Graaaaj! niosło się bowiem z naszego sektora, bo wszyscy przerwaliśmy wówczas śpiew i emocjonowaliśmy się już tylko wydarzeniami na murawie. Piłka trafiła ostatecznie do Kriwca, a ten zdobył gola. Wśród nas wybuchła ogromna radość, kilkanaście osób wskoczyło na płot. Po chwili zaczęliśmy dopingować, poleciało Kolejorz gol!, które zostało przerwane przez kolejną falę radości, która zaczęła się w prawej części sektora. Otóż, tam ktoś jako pierwszy uzyskał informację o tym co stało się w Krakowie. A tam, działy się rzeczy, których nikt by nie wymyślił nawet w najpiękniejszych snach. Okazało się, że Cracovia wyrównała w derbach rozgrywanych z GTSem na stadionie Hutnika, chwilę po naszej zwycięskiej bramce. Jeśli po niej wybuchła radość to po informacji z Krakowa na sektorze miała miejsce wręcz eksplozja euforii. Wszyscy szaleńczo się cieszyli, wskakiwali na płoty, z których szybko trzeba było zdejmować flagi, by nie uległy przypadkowemu rozerwaniu. Chwilę później sędzia odgwizdał koniec meczu, podobnie jak w Krakowie, a my świętowaliśmy dalej.

Ruch - Lech, 11.05. 2010 (34)

Pod sektor podeszli piłkarze, którzy dowiedzieli się co jest pięć prawdopodobnie dopiero od nas. W euforii rzucili nam koszulki i razem z nami się bawili, a my jak w transie świętowaliśmy dalej. Po pierwszym otrzeźwieniu, spłynęły dokładne informacje z Krakowa. Tam w ostatniej akcji meczu, Mariusz Jop, obrońca GTS, strzelił niesamowitego samobója, dzięki któremu, przy niemal równoczesnym golu dla nas w Chorzowie na 2:1, to my wskoczyliśmy na miejsce lidera! Punktowo sprawa mistrzostwa nie jest jeszcze przypieczętowana, ale my już to wiemy - tego nie da się zepsuć. Stąd wielokrotne skandowanie Mistrz, mistrz, Kolejorz!, którym pożegnaliśmy drużynę. Ta po przebraniu się w szatni jeszcze raz podeszła pod sektor i razem z nami dalej się bawiła. W Krakowie również zapanowała ogromna radość, wyrwane zostały nawet bramki ewakuacyjne w płotach, GTS porzucał trochę krzesełkami, ale obyło się bez większych historii. Poza tym plus dla Bartka Ślusarskiego za naszą koszulkę, którą miał pod meczową w tak pięknej dla niebiesko-białej rodziny chwili.

Ruch - Lech, 11.05. 2010 (10)

Wyjście z meczu przebiegło bezproblemowo, wszyscy chcieli jak najszybciej dostać się do pociągu, w którym miało miejsce dalsze świętowanie. Opisać słowami się tego nie da, powrót był epicki! Niemal na każdym dworcu nasz spec zatrzymywał się, a my wylegaliśmy na perony, by oznajmić całej Polsce, że Jeden jest Mistrz Polski, a także podziękować Mariuszowi za ten niespodziewany prezent. Mariusz Jop allez, alllez! stało się hitem wyjazdu i całej Wielkopolski. Powrót przedłużał się przez kolejne postoje, ale nikt nie widział w tym problemu - świętowaliśmy nadchodzące po osiemnastu latach Mistrzostwo dla Kolejorza!

W sobotę wszyscy na stadion, a potem wszyscy na Stary Rynek, MISTRZ, MISTRZ KOLEJORZ!!!