Ruch Chorzów – Lech Poznań, 19.10.2008

Po niespełna 7 miesiącach ponownie pojechaliśmy do Chorzowa.

Tym razem wizyta  Chorzowie była zupełnie inna niż poprzednia, bo Ruch podejmował nas na swoim legendarnym stadionie przy ulicy Cichej. Ligowe mecze chorzowian na wielkim Stadionie Śląskim (może poza Wielkimi Derbami Śląska), mimo oczywiście klimatu, miały nikły sens, także dobrze że były tylko sezonową ciekawostką.

Cicha to inna bajka – generalnie stadion mocno doświadczony przez upływający czas, z niskimi trybunami, ciężko opłotowanym sektorem gości na łuku, podnośnikami marki Star za bramką, charakterystycznymi masztami oświetleniowymi, topolami rosnącymi wokół stadionu, a także słynną „Omegą”, czyli zegarem pokazującym wynik i czas gry.

Na Górny Śląsk udaliśmy się pociągiem specjalnym, a po przyjeździe na dworzec Chorzów Batory w asyście milicji przeszliśmy pochodem na stadion. Mimo zapowiadanych atrakcji i obustronnej mobilizacji na wyjaśnienie sobie pewnych kwestii było spokojnie, ulice miasta były pustawe, a słoneczna, jesienna pogoda sprawiała że było wręcz sennie. Po wejściu na sektor wywiesiliśmy jedyne płótno jakie tego dnia mieliśmy w postaci transparentu „PH Lech Poznań”. Skrót pochodził od słów „Pogromcy Hanysów”, które w całości widniało na szalikach, jakie każdy wyjazdowicz otrzymał wraz z biletem. W sumie na sektorze było nas 750 całkiem dobrego jakościowo składu.

Miejscowi zmobilizowali się na ten mecz, a zaczęli go od krzyża z rac, którym upamiętnili zmarłego kibica Ruchu  z Katowic. Poza tym zaprezentowali także oprawę poświęconą barwom ich klubu, z małą szpileczką w naszą stronę.

Prezentację na trybunie prostej, składającą się z sektorówki i transparentu o treści: „Kolor niebieski jest w barwach powszedni – prawdziwi Niebiescy są tylko jedni” dopełniły liczne race w młynie gospodarzy.

Poza oprawą gospodarze nie szczędzili nam bluzgów, które także bardzo często leciały z naszej strony.

W końcówce meczu postanowiliśmy także sprawdzić wytrzymałość płotu w klatce dla gości, ale po kilku próbach pod sektorem zaroiło się od spiętych ochroniarek, zaś gospodarze nie wykazywali chęci do przeżycia jakichkolwiek przygód.

Sam mecz nasza drużyna przegrała, co było pierwszą ligową porażką od sierpnia. Z piłkarskich aspektów warto wyróżnić Macieja Scherfchena i Marcina Zająca, czyli naszych byłych zawodników, którzy występują teraz w Ruchu. o meczu podeszli pod sektor i podziękowali za wsparcie i szacunek okazywany im przez lata, za co zostali nagrodzeni oklaskami.

Po meczu długo czekaliśmy na wyjście, po czym ponownie przez wymarłe miasto ruszyliśmy pieszo na dworzec, a tam wsiedliśmy w swoją banę.

***

Przed nami teraz 3 mecze na Bułgarskiej w 6 dni z czego dwa (w Pucharze Polski i lidze) z Odrą Wodzisław Śląski. Najpierw jednak podejmiemy Śląska Wrocław, a na tym meczu ma wreszcie zostać otarty cud architektury stadionowej, czyli piętro nad Kotłem. Na wyjazdowy szlak wracamy dopiero 8 listopada w bardzo ciekawie zapowiadającym się, pierwszym od 8 lat starciem z Lechią Gdańsk.