Ruch Chorzów – Lech Poznań, 29.03.2008

Ponad tydzień po wyprawie do Bełchatowa przyszedł czas na jeden z dwóch najważniejszych wyjazdów tej rundy.

Po koniec marca naszym przeciwnikiem miał być Ruch Chorzów, po długiej przerwie znów grający w najwyższej klasie rozgrywkowej w Polsce. Swoje mecze chorzowianie rozgrywają w tym sezonie na Stadionie Śląskim, co oznaczało inwazję na Górny Śląsk. Otrzymaliśmy właściwie nieograniczoną liczbę biletów, a wykorzystaliśmy ich finalnie 2650.

W tej liczbie zawiera się 3 kibiców KSZO, 10 Cracovii, a także 600 osób z Arki Gdynia. Ci ostatni rozgrywali swój mecz o godzinie 16:00 w Katowicach, przy ulicy Bukowej, gdzie znajduje się stadion GieKSy.

Obiekt katowiczan dzieli od Kotła Czarownic tylko park, który Arkowcy pokonali w klimatycznym przemarszu.

My tymczasem przyjechaliśmy dwoma specjalami, a z dworca Chorzów Stary w kierunku stadionu udaliśmy się Ikarusami. Na miejscu nie brakowało przygód, bo ekipa z pierwszego speca po przyjeździe na stadion załapała się na oberwanie chmury i całkowicie przemokła, za to kibice z drugiego speca, jadąc już autobusami mogli liczyć na urozmaicenie przejazdu w postaci kamieni rzucanych przez miejscowych.

W końcu zajęliśmy miejsca na śląskim gigancie, będąc oddzielonym ogromnym buforem od sektorów śmierdzieli.

Chwilę przed meczem dobiła do nas ekipa Arki, a my rozpoczęliśmy swój doping.

Ten był trudny do prowadzenia z racji na wielkość sektorów, ale trzon ekipy śpiewającej udało się zebrać w jednym, w miarę ciasnym miejscu i nadawał on ton naszemu śpiewowi tego dnia.

Podczas spotkania wywieszamy transparent postulujący o ukrócenie bezkarności i samowolki „stróżów prawa”, po akcji na krakowskich Mydlnikach wobec kibiców GKSu Katowice, a także poświęcony śp. Mariemu, kibicowi Arki, który zginął 5 lat temu we Wrocławiu z rąk kibica GTSu.

Kilkukrotnie dogryzamy gospodarzom, którym marzy się odłączenie Śląska od Polski oraz prezentujemy skierowaną w ich stronę oprawę:

Ci w przerwie próbowali się do nas przedostać koroną stadionu, ale zatrzymali ich ci co zawsze, a miejscowi ograniczyli się do zdewastowania punktów cateringowych. Zajścia na poniższym filmiku od 3:14:

Na murawie wszystko tego dnia układało się po naszej myśli, piłkarze rozegrali jedno ze swoich lepszych spotkań, dlatego też wygrywamy spokojnie 0:2.

Po meczu, dzięki głupocie służb porządkowych, opuszczając Stadion Śląski przeciskamy się przez wąziutką bramę i 5 autobusami w turach, byliśmy transportowani na dworzec. Przy pojazdach panował niemiłosierny ścisk, a w żenującej i groźnej sytuacji humor ratowały komentarze wypowiadane przez megafon o zaaranżowanym na szybko konkursie i biciu rekordu Guinessa w napełnieniu Ikarusa. Odjeżdżając spod stadionu żegnaliśmy się też z kibicami Arki, którzy mieli ruszyć po nas. Tym samym ich wyjazd, przez to że nas wspierali, trwał ponad dobę.

***

Teraz przed nami mało atrakcyjny mecz z Odrą Wodzisław Śląski na Bułgarskiej, ale właśnie często takie mecze okazują się potem najbardziej klimatyczne. Na wyjazdowy szlak wracamy za niecałe dwa tygodnie - jedziemy do Warszawy na starcie z Legią.