Ruch Chorzów – Lech Poznań, 7.11.2010

Za nami pełen atrakcji wyjazd, o którym długo nie zapomnimy.

Wyjazdowe szaleństwo powoli się uspokaja, czekają nas już tylko dwa wyjazdy - do Kielc oraz na zakończenie rundy do Salzburga. Ponadto, ten pierwszy wyjazd jest dość wątpliwy z powodu tego co działo się wczoraj w Chorzowie.

Wyjazd do Chorzowa nie zapowiadał się zbyt interesująco. Po ciekawej wyjazdowo rundzie jawił się jako kolejny do odbębnienia ligowy wypad. Nie rozpieszczała także aura - Chorzów i Górny Śląsk w jesiennej szarówce są wyjątkowo przygnębiającym widokiem. Wyjazd to wyjazd i jechać jednak na niego trzeba, a do tego wniosku doszło 900 osób.

Bez większych przeszkód nasz specjal pokonał niecałe 400 kilometrów i na około 3 godziny przed meczem wysiedliśmy z niego na stacji Chorzów Batory. Wczesne niedzielne popołudnie  to raczej spokojny okres dnia, jednak na dworcu i w jego okolicy było wręcz podejrzanie cicho. Jeszcze dziwniejszy był brak milicji, która zawsze obstawia dworzec ogromnymi siłami. Tym razem towarzyszył nam jeden radiowóz. Nic nie zapowiadało, żeby pod dworcem cokolwiek się wydarzyło, więc powolnym pochodem ruszyliśmy na stadion przez opustoszałe miasto. Nie napotkaliśmy żadnych milicyjnych posiłków więc coraz szybciej pokonywaliśmy drogę na dworzec, mijając zanurzone w jesiennej szarzyźnie chorzowskie familoki i kamienice. W oddali widać już było obiekt na Cichej, a wokół panował pełen spokój i nadal nie zarejestrowaliśmy śladów milicji. W końcu znaleźliśmy się pod stadionem, który był puściutki. Zarówno nie było na nim ochrony, niestety też nie było nikogo z miejscowych.

Weszliśmy więc przez otwarte bramy nie niepokojeni przez nikogo. Nagle przylazło 4 dziadów, wśród nich szef ochrony, delegat i jeszcze jakieś 2 kmioty, które zaczęły nam grozić i żądały opuszczenia obiektu. Z racji tego, że stadion był otwarty, a wszyscy posiadaliśmy bilety, jasno i wyraźnie oznajmiliśmy, że zostajemy na swoim miejscu. Skurwysyny wezwały uzbrojonych w gaz i teleskopy pałkarzy, którzy wjechali w sektor i użyli siły. Z początku udało się postawić opór, ale ilości gazu były zbyt duże i musieliśmy się ewakuować. Wypchnięto nas w śluzę, gdzie zwykle oczekuje się na wejście i tam zaryglowano i zamknięto na łańcuchy wszystkie bramy, zaś pod stadion zaczęły zjeżdżać się psy, które w pełnym rynsztunku otoczyły nas kordonem.

Ruch - Lech, 7.11. 2010

Nie wyglądało to za ciekawie, niektórzy spodziewali się akcji w stylu Mydlników, a już na sektorze sporo było zagazowanych osób oraz takich z rozbitymi głowami. Pomocy udzielała im karetka, jednak każdy kto się tam udał po opatrzeniu spisywany był przez milicję, 2 osoby zakończyły wyjazd w szpitalu.  Czas płynął, a nasza sytuacja się nie zmieniała. Ochroniarze "Skorpiona" co jakiś czas częstowali nas gazem, w zamian zbierając porcję kamieni i butelek.

W międzyczasie wypełniały się sektory gospodarzy, którzy domagali się wpuszczenia nas na trybuny, a gdy to nie następowało sami zaczęli je opuszczać. Pod stadionem próbowali dostać się do nas za trybuną jednak nie mogli sforsować płotów i powstrzymywała ich milicja. Z tą dymili więc przez dłuższy czas, rozkręcając całkiem solidne zamieszanie.

Gdy sytuacja się trochę unormowała - chociaż pod młynem Ruchu gorąco było do końca meczu - milicja rozpoczęła operację konwojowania nas z powrotem na dworzec. Tam znaleźliśmy się dość sprawnie i zapakowaliśmy się do speca. O wyniku meczu dowiedzieliśmy się już w pociągu, na trasie zrobiliśmy sobie też kilka postojów, ale mimo to byliśmy w Poznaniu wcześniej niż gdybyśmy zostali na całym meczu.

Za nami z pewnością bardzo ciekawy wyjazd, pełen mocnych wrażeń. W związku z zachowaniem ochroniarek oświadczenie wystosowała "Wiara Lecha":

Pociąg specjalny z kibicami Lecha Poznań dotarł na stację Chorzów Batory kilka minut po godzinie 14:30 (zgodnie z ustaleniami organizatora wyjazdu oraz policji). Kibice udali się na stadion w asyście policji. Po dotarciu na stadion przy ulicy Cichej zajęli miejsce na sektorze gości. Wszyscy kibice posiadali bilety na mecz. Po jakimś czasie z niezrozumiałych przyczyn i bez żadnego powodu pracownicy agencji ochrony Skorpion zaatakowali kibiców Lecha przy użyciu pałek teleskopowych, gazu i innych środków przymusu. Kibice Lecha Poznań zostali siłą usunięci z sektora w efekcie działań agencji ochrony. Kilkunastu kibiców odniosło obrażenia - dwóch z nich zostało odwiezionych do szpitala.

Stowarzyszenie Wiara Lecha jako organizator wyjazdu odpowiedzialny również za zachowanie Kibiców Lecha Poznań stanowczo oświadcza, że kibice naszego klubu swoim zachowaniem nie dali jakiegokolwiek powodu do interwencji, w szczególności zaś nieprawdziwe są pojawiające się informacje, o wtargnięciu kibiców Lecha Poznań na murawę stadionu lub o innych negatywnych zachowaniach. Stowarzyszenie Wiara Lecha podejmie wszelkie przewidziane prawem działania mające na celu wyjaśnienie zaistniałej sytuacji oraz do wyciągnięcia konsekwencji wobec winnych bezprawnego ataku na kibiców.