Sparta Praga – Lech Poznań, 27.07.2010

Po egzotycznej eskapadzie do Azerbejdżanu tym razem los uśmiechnął się do nas i w kolejnej rundzie trafiliśmy, jeden z najbliższych możliwych europejskich wyjazdów. Rozgrywki kwalifikacji Ligi Mistrzów toczą się w lipcu w ekspresowym tempie, stąd na zorganizowanie wyjazdu dla tak licznej grupy fanatyków mieliśmy niecałe dwa tygodnie.

Nikt bynajmniej nam tej operacji ułatwić nie zamierzał. Ze strony czeskiej co rusz docierały informacje o różnorakich ograniczeniach – zakaz używania megafonów, zakaz prowadzenia dopingu z płotu, odmowa wcześniejszego wejścia na trybuny dla ultrasów. Z dnia na dzień zmieniane były ustalenia odnośnie liczby przyznanych nam biletów. Cyrk. Wariowała także policja czeska, która konkretnie mobilizowała się na przyjazd „najgroźniejszych chuliganów Europy” – jasnym było, że będą możliwie jak najskrupulatniej „umilać” nam podróż na terenie Czech. Do poziomu mundurowych tradycyjnie dostosowały się media, głupich nie brakuje bez względu na narodowość. Na łamach czeskich szmatławców publikowano wieszczące kataklizm artykuliki, jakoby to mielibyśmy zmieść Pragę z powierzchni ziemi. Swoją drogą nasi południowi sąsiedzi zdecydowanie bardziej zainteresowani byli dokonaniami gospodarzy mając w głębokim poważaniu.

Z takim nastawieniem z całej Wielkopolski do Pragi ruszyło 2335 kiboli. Tyle oficjalnie przyznano nam biletów. Chętnych oczywiście było dużo więcej, mimo wyśrubowanych wymogów dotyczących stażu „przypadkowe” osoby nie miały prawa z nami pojechać. Od granicy zaczęły pojawiać się pierwsze przeszkody – czescy mundurowi obstawiali wszystkie przejścia graniczne. Trzepanie auta, pytanie o granaty (?) i pirotechnikę. Przymusowa przerwa w jeździe trwała, w zależności od miejsca przekraczania granicy, od kilkunasty minut do kilku godzin!

Tego dnia centrum Pragi zdecydowanie było niebiesko-białe. Liczne grupy kiboli w barwach szwędały się po Starym Mieście. Apogeum nastąpiło w chwili zwołanej zbiórki na placu Staromiejskim w samym sercu stolicy.

Sparta Praga - Lech Poznań, 27.07. 2010 (9)

Równo o godzinie 18:00 ryknęliśmy wizytówkę – miny zdębiałych turystów – bezcenne. Trochę już tych europejskich zbiórek i przemarszów doświadczyliśmy, ale te kilka minut w Pradze to absolutny numer jeden – po prostu potęga.

Sparta Praga - Lech Poznań, 27.07. 2010 (10)

Wystarczy dodać, że kompletnie zagłuszyliśmy hejnał z wieży – ciekawe ilu obecnych w ogóle spostrzegło, że był odgrywany. Widoczna natomiast na pewno była flaga Nowego Tomyśla, która zawisła na jej szczycie. Ogólnie rządziliśmy. Nie ma się co dziwić, że rusztowanie, na którym pojawił się nasz „animator”  szybko zapełniło się wesołą gromadką mniej bądź bardziej zawodowych fotografów. Komedia.

Sparta Praga - Lech Poznań, 27.07. 2010 (12)

Sam przemarsz na stadion Sparty w blasku fleszy aparatów oszalałych skośnookich turystów minął szybko i bezproblemowo. Doping niósł się świetnie wśród kamienic, pojawiły się pojedyncze race, co dodatkowo podgrzało atmosferę.

Sparta Praga - Lech Poznań, 27.07. 2010 (11)

Pierwsze osoby zameldowały się na trybunach dwie godziny przed pierwszym gwizdkiem sędziego. Tradycyjnie już byliśmy dobrze oflagowani, w centralnych miejscu pojawiła się flaga narodowa. Z nami na meczu reprezentacje wszystkich naszych zgód (Arka i Cracovia z flagami), a także układowiczów z ŁKSu.

Sparta Praga - Lech Poznań, 27.07. 2010 (13)

Po rozpoczęciu meczu zaprezentowaliśmy sektorówkę nawiązującą do plakatu propagandowego z 1939 roku „POZNAŃ first to fight:, demonstrującą z jednej strony nasz patriotyzm, z drugiej wskazującą Sparcie co myślimy o ich deklarowanej antypolskości.

Sparta Praga - Lech Poznań, 27.07. 2010 (8)

W tym miejscu kilka słów o gospodarzach, którzy choć nie dorastają do pięt czołowym polskim ekipom, to jak na swoje możliwości pokazali się z niezłej strony, starając się dopingować przez całe spotkanie. In minus na pewno fatalne oflagowanie większość fan to małe barwówki z nazwą miejscowości, prezentowało się to bardzo biednie.Na stadionie zgromadziło się 14588 kibiców.

Sparta Praga - Lech Poznań, 27.07. 2010 (14)

My od początku ostro ruszyliśmy z dopingiem. Nie ma się co rozwodzić – było konkretnie! Polski styl kibicowania od najlepszej strony. Pomagają też kopacze. Którzy walczyli aż miło i co rusz stwarzali okazje bramkowe. To zawsze dodatkowo nakręca, szaleństwo.

Sparta Praga - Lech Poznań, 27.07. 2010 (15)

Niesie się „Gramy i siebie” – nie mam wątpliwości, że nasza godna postawa miała duży wpływ na taki przebieg wydarzeń na boisku. W takiej atmosferze gol dla gospodarzy w końcówce meczu podziałał na wszystkich jak cios między oczy. Stanęli piłkarze, stanęliśmy i my z dopingiem, co wlewa nieco goryczy do pozytywnego obrazu całego dnia. Nie otrząsnęliśmy się już do końca, mimo kilku mocnych momentów przy stałych fragmentach gry.

Sparta Praga - Lech Poznań, 27.07. 2010 (18)

Po meczu to już sielanka i stuprocentowa bundesliga. Na ulicach i w tramwajach wymieszani kibice, europejski modern football pełną gębą. Łatwo rozpoznawalni po barwach zbieramy wyrazy uznania. Część kiboli bawiło w Pradze jeszcze następny dzień, część wróciła tej samej nocy do Poznania. Niestety w dwumeczu sportowo musieliśmy uznać wyższość prażan, a los skojarzył nas w meczu o awans do fazy grupowej Ligi Europy z ukraińskim Dnipro Dniepropietrowsk. Sny o Lidze Mistrzów trzeba odłożyć, ale europejska przygoda trwa dalej!

Więcej fot: