SS Lazio Rzym – Atletico Madryt, 16.02.2012

Oglądając jesienne derby Rzymu, snuliśmy z ziomkiem hurraoptymistyczne plany, że kiedyś na Stadio Olimpico się wybierzemy. Lazio – ekipa, którą zna każdy w świecie kibicowskim, jedna z bardziej charakterystycznych ekip na europejskich stadionach. Do tego dodajmy Rzym – Caput Mundi (Stolica Świata) chyba jedno z najbardziej ciekawych turystycznie miast Europy. Czy może być lepsze miejsce na stadionową turystykę?

No i stało się. Równiutki miesiąc przed planowanym wyjazdem, przeglądając strony tanich przewoźników, natrafiłem na loty Poznań-Rzym. Szybko okazało się, że lot we wtorek i powrót w sobotę, jest idealną opcją na mecze LE. Jako, że szczególnie wyników piłkarskich Lazio nie śledziłem, musiałem sprawdzić, z kim grają w pucharach. Jak okazało się, że z Atletico Madryt, to już wiedziałem, że tam pojedziemy.:) Szybkie telefony, wzajemne nakręcanie się, typowe dylematy z ogarnięciem się z sianem i w zasadzie po kilkunastu minutach od rzucenia pomysłu było nas już 3 zdecydowanych na wyprawę. Miesiąc minął, dołączył do nas jeszcze jeden koleżka, no i ruszyliśmy. Lecieliśmy z Poznania do Rzym-Ciampino, małe lotnisko bliżej miasta niż większe Fiumicino. Ogarnięte zawczasu lokum, okazało znajdować się w ciężkiej dzielnicy multi-kulti, pełnej małych sklepów z identycznymi ciuchami, chińskimi znaczkami i skośnooką za ladą. Białego człowieka spotkać bardzo trudno. Wszędzie masa azjatów, trochę czarnych. Generalnie średnia okolica.:)

Dzień przed meczem wybieramy się na dzielnicę w okolicach stadionów Olimpijskiego i Flaminio, by kupić bilety na mecz. Budzimy spore zainteresowanie, w sklepie, w którym cała kolejka stała po bilety na wyjazd do Madrytu. Nabyliśmy bilety na narożnik trybuny północnej, sektor obok Curva Nord. Spokojni, z wejściówkami w kieszeniach, wbijamy się na murawę Stadio Flaminio zrelaksować na słońcu.;)

Reszta dnia mija na zwiedzaniu Watykanu i zabytków Rzymu, które robią niesamowite wrażenie. Niezależnie od poglądów na religie, a w gronie współtowarzyszy były one dość zróżnicowane, każdy z nas był niewątpliwie przejęty miejscami, które odwiedza… Kolejny dzień oczywiście zwiedzanie i na jakieś 2h przed meczem udajemy się w kierunku Stadio Olimpico. Przy placu, z którego startuje linia tramwajowa łącząca centrum z okolicami stadionu, mijamy grupę fanów z Madrytu (jakieś 200 osób), która nieniepokojona raczyła się piwkiem. Jednak wizualnie nie była to na pewno główna grupa Atletico, która tego dnia pojawiła się w Rzymie. Na stadion docieramy tramwajem wypełnionym Biancocelesti. Pod stadionem szybkie zakupy pamiątek, po czym dołączamy do zbliżającego się barwnego pochodu Laziale. Co chwilę wybuchają achtungi, spontanicznie odpalane są race, kilka świec dymnych. Całkiem klimatycznie to wyglądało, wszystko w asyście dużych flag i śpiewów. Na stadion wchodzimy ostatecznie jakieś 30 min przed pierwszym gwizdkiem. Curva Nord nabita bardzo konkretnie, nasz sektor zapełnił się dopiero tuż przed meczem. Lazio długo pozdrawia trenera Atletico, a byłego gracza Biancocelesti – Diego Simeone. Tuż przed pojawieniem się piłkarzy na murawie, oczy całego stadionu skupiają się na trybunie honorowej, z której wypuszczony zostaje orzeł ze wstążkami w barwach Lazio, co daje sygnał do odśpiewania hymnu, który w połączeniu z klimatycznym motywem latającego nad trybunami orła, robi niesamowite wrażenie. W trakcie hymnu sporo osób, salutuje na sposób rzymski. Później niezła korba w wykonaniu Curva Nord, masa machajek, flag, spontaniczne race i świece dymne, a także sporo petard hukowych, lądujących na bieżni. W tym czasie sektor gości wypełniony w połowie, sądząc po obrazkach z telebimów, większość składu to włochaci umalowani królewicze, masa lasek, mało flag itp. Przełom nastąpił dość konkretny, ok 10 minuty sektor w jednej chwili zapełnia się konkretniejszymi jednostkami, wszyscy na czarno, schodzą w dół sektora z kilkoma racami, które szybko lecą w kierunku pustej trybuny, bieżni i ochrony. Bardzo konkretnie to wyglądało i rozjuszyło Curvę Nord. W 19 minucie gracze w błękitnych koszulkach zdobywają bramkę, co skutkuje konkretnym pierdolnięciem i odpaleniem kilku rac, z których większość ląduje przed sektorem. Chwilę później Atletico wyrównuje, co z kolei wprowadza duże poruszenie (dosłownie:)) w sektorze gości. Ci, którzy jako ostatni pojawili się na stadionie, zapragnęli pocieszyć się z bramki po drugiej stronie pleksi, co utrudniają ochroniarki oraz fakt, że na prostej nie było nikogo z Lazio chętnego do zabawy. Atletico chwilę dyskutuje z ochroną, która prawdopodobnie chciała kogoś wyciągać, po chwili wszystko się uspokaja. Cichnie także doping Lazio. Po kolejnej bramce dla Hiszpanów, Curva Nord prawie milczy. Po przerwie cisza, Atletico raz po raz coś śpiewa i jest słyszalne. Dopiero po stracie 3 bramki Lazio zaczyna cisnąć po prezesie klubu, ale po paru zrywach znowu milczy. W 80 minucie ludzie zaczynają opuszczać trybuny. Jakoś tuż przed końcem, tuż nad nami jakiś totalnie zmulony typ odpala racę, na gołym ryju, stojąc metr od pleksi, za którą stoi ochroniarz. Odpala ją bez żadnego entuzjazmu, przy milczącym młynie, coś w stylu „cóż, nie wygrali, ale przecież nie wrócę z nią do domu”:). Jakiś żartowniś na schody w wyjściu ze stadionu wrzuca świecę dymną, co wyglądało na lekką szyderę z wychodzących przed końcem a nam dało sporo rozrywki z obserwowania wkurwionych Włochów. ;)

Po meczu stadion szybko pustoszeje. Zmierzamy do centrum, celem spożycia jakiś lokalnych alkoholi. W miejscu gdzie przed meczem minęliśmy Atletico, tym razem mijamy sporą grupę Laziale. Wspomnę tutaj trochę o stylu ichnich trybun. Jadąc na stadion, zdecydowana większość ludzi ubrana na sportowo, w dresy typu marchew. Grupa spotkana po meczu, zdecydowanie bardziej przypominała obrazki z angielskich filmów. Czapki i kurtki Stone Island, jeansy, wyłącznie białe buty – słowem – ciężki angielski casual.;) Dość konkretnie zostaliśmy przez nich obcięci. Zmierzamy w kierunku Schodów Hiszpańskich, jak nam się wydawało, nocnego centrum życia w mieście. Całą drogę czujemy się dziwnie obczajani przez mijane grupki „białych butów”. Wchodząc na plac pod schodami, znajdujemy się w centrum zainteresowania kilkunastu małych grupek chłopaków w płaszczach i trzewikach wiadomej barwy… :) Wychodząc z placu słyszymy krótką zaczepkę „Ragazzi!” (z włoskiego pany, chłopaki) a odwracając się widzimy grupę ok. 8 zamaskowanych osób zadających nam krótkie i treściwe pytanie: „Atletico?” :) Gęsto się tłumaczymy, że jesteśmy tylko skromnymi groundhopperami, których sympatie dalekie są od ziomków hanysów z Chorzowa. Wyszło na to, że pokonaliśmy, jak po sznurku, drogę ze stadionu na zbiórkę Irriducibili oczekujących na Frente Atletico. :)

Kolejne dwa dni w stolicy Włoch minęły nam na zwiedzaniu. Rzym naprawdę robi wrażenie, ciężko porównać go do jakiegokolwiek innego odwiedzonego miejsca. Ponadto we Włoszech nie ma problemu z wypiciem piwka na ulicy, toteż serdecznie polecam zimny browar w słońcu pod Koloseum. :) Pełni wrażeń wracamy w sobotę do Poznania. Kolejna przygoda za nami, a już w samolocie padły ustalenia dotyczące kolejnych wypraw. Niewątpliwie spełniło się jedno małe marzenie – bycie na meczu Lazio. Swoją postawą na stadionie Rzymianie odrobinę zawiedli, jednak całościowo wrażenia z wyjazdu jak najbardziej pozytywne. Wiele osób rozkminia wyjazdy pod kątem kosztów. Wyjazd na mecz do Rzymu okazuje się być tańszy niż mogłoby się wydawać: loty <150 zł, hostel 10€/noc, bilety 16€. Polecam serdecznie ten kierunek stadionowej turystyki!