Widzew – Lech Poznań, 7.08.2010

Trudno o ciekawszą inaugurację ligowych rozgrywek. Kampanię 2010/11 zaczęliśmy od długo wyczekiwanego wyjazdu na Widzew.

Ostatni raz graliśmy tam 7 marca 2008. Potem gospodarze spadli z ligi na dwa sezony i dopiero w obecnym, dokładnie po 29 miesiącach mogliśmy zmierzyć się z widzewiakami. Poprzednia nasza wizyta również należała do ciekawych, dostaliśmy wówczas całą trybunę – Niciarkę, na którą weszliśmy w 2050 osób, prezentując dwie pokaźne oprawy. Tym razem było to mało realne, bo na poprzednim meczu zakończyliśmy też układ łączący nas z Widzewem. Z tego powodu wczorajsze starcie zapowiadało się jako niezwykle elektryzujące. I takie było.

Do Łodzi dojechaliśmy autami, które zostawiliśmy na parkingu przy stadionie Łódzkiego Klubu Sportowego, z którym od ponad roku łączy nas układ. Ełkaesiacy wsparli nas tam w sile 80 osób i w sumie w 800 głów ruszyliśmy w kierunku Alei Piłsudskiego. W tym celu podstawione zostały Ikarusy, które konwojowane były przez spore zastępy milicji.

W autobusach panował ogromny ścisk, który w połączeniu z niesamowitym upałem był nie do zniesienia. Po przejechaniu połowy drogi, w którymś z autobusów ktoś gorzej się poczuł. Chwilowy postój skończył się nieplanowaną wysiadką. Wszyscy wysiedli z Ikarusów i ruszyli na stadion, drogą wskazana przez gospodarzy miasta Łodzi. Niestety, droga obrana przez nas nie była w planach milicji i doszło do małych przepychanek oraz rozpylenia gazu. Musieliśmy dokonać korekty trasy, ale do autobusów już nie wsiedliśmy tylko klimatycznym pochodem udaliśmy się na stadion, ciągle użerając i przepychając się z psiarnią.

W końcu dotarliśmy pod stadion i tam doszło do kolejnego gazowania, po czym wszyscy dostaliśmy się w ciasną ścieżkę prowadzącą do sektora gości.Wejście, to pełne lata dziewięćdziesiąte – wąska ścieżynka wśród drzew i krzaków, z lewej stare perony stacji kolejowej, a po prawej mocno podniszczony płot z blachy falistej. Zza niego słychać było nieco przytłumiony śpiew gospodarzy.

Po wejściu było go słychać bardzo wyraźnie, mimo że obiekt jest wyjęty z poprzedniej epoki to posiada bardzo dobra akustykę. Już od samego początku trwał obustronny festiwal bluzgów. Leciało z naszych i gospodarzy gardeł właściwie wszystko, leciało też wiele przedmiotów w nasza stronę, począwszy od kawałków giętej, na kamieniach skończywszy. Mecz toczył się w wielkim upale, ale nie tylko Słońce podgrzewało temperaturę i atmosferę. Większość spotkania upłynęła na bluzgach i napinkach przez płot. Prym wiedli nasi układowicze, którzy częściowo w kominiarkach nieźle prezentowali się na naszym sektorze. W drugiej połowie zaśpiewali, do czego podłączył się cały sektor Klubem łodzi jest – ŁKS! Jeśli chodzi o normalny doping to był raczej słaby, ale taka już była specyfika tego wyjazdu. Okrzykami wsieraliśmy też Bartosza Bosackiego, który doznał groźnej kontuzji.

Miejscowi dopingowali nieźle, zaprezentowali tez oprawę skierowaną do na i ŁKSu –  składały się na nią chorągiewki, malowana sektorówka oraz hasło „Na placki zostaniecie starci! Wy i wasze koleżanki”.

Jeśli chodzi o mecz to padł w nim remis po kolejnym bardzo słabym występie naszych piłkarzy. Mistrzowie Polski prezentują się niegodnie w stosunku do tego tytułu. Początek sezonu jest bardzo słaby – męczarnie z dzikusami, porażka z Jagiellonią w Superpucharze, marzenia o lidze Mistrzów rozwiane bez walki w Pradze i remis na inaugurację ligi. Do tego dopiero teraz transfer napastnika, poza tym transfery raczej przez nas niechciane – Wichniarka i Tshibamby.

Wszystko to poskutkowało ostrą rozmową, a dokładniej ostrą reprymendą, udzieloną pod sektorem po meczu. Sytuację uspokajali Kotor i Peszko, ale generalnie kopacze dostali mocny opierdol i jasne wskazówki co mają robić na boisku i póki nie zaczną prezentować się na poziomie – czego robić nie mogą, na przykład w nocy na mieście.

Później byliśmy trochę trzymani na sektorze i tym razem znacznie spokojniej wróciliśmy do aut i udaliśmy się w drogę powrotną. Po wypadzie do Azerbejdżanu,  masówkach do Płocka i Pragi całkiem przyjemnie było powrócić na ligowe wyjazdy i do atmosfery znanej raczej z przeszłości.

***

Teraz przed nami mecz przyjaźni z Arką w Poznaniu, a potem kolejny wyjazd europejski – do dalekiego Dniepropietrowska, którego nie możemy się już doczekać.