Zagłębie Lubin – Lech Poznań, 27.11.2009

Za nami druga w tym sezonie wizyta na nowym stadionie Zagłębia. Tym razem pierwszy raz zmierzyliśmy się tam z miejscowymi.

W lipcu rozgrywaliśmy w stolicy polskiej miedzi Superpuchar z GTSem. Wówczas zajęliśmy miejsca na Przodku, czyli tam gdzie normalnie mieści się młyn Zagłębia. Tym razem, na meczu z gospodarzami dostaliśmy do dyspozycji klatkę dla gości. Tę wypełniliśmy bardzo szczelnie stawiając się w ponad 1700 głów. Poza biletami do klatki, sporo osób miało też wejściówki zakupione na sektory gospodarzy. Potem mimo nowoczesnego stadionu, wedle starych sprawdzonych sposobów stadionowych przez płot dostały się do nas.

Zagłębie - Lech, 27.11. 2009 (15)

Na płotach powiesiliśmy trzy fany: „Kolejorz”, „Fanatycy” i „YF ’98”. Od początku prowadziliśmy miażdżący doping. Nasza dobra liczba, szczelnie nabita klatka i wspaniała konstrukcja dachu oraz sektora sprawiły, że niektórym przypomniał się obłędny wokalny show z naszej strony wykonany w St. Gallen w 2008 roku. Ogólnie stadionik Zagłębia jest całkiem przyjemny, skrojony wręcz na możliwości i potrzeby miejscowych. Wykorzystaliśmy w 100% sprzyjające warunki i rozkręciliśmy konkretną korbę bawiąc się w najlepsze. Właściwie wszystko wyszło nam kozacko, szczególnie głośno było jednak przy W Grodzie Przemysława.

W drugiej połowie zaprezentowaliśmy oprawę poświęconą Ojcowi naszej niepodległości, wybitnemu Polakowi, związanymi z Poznaniem i Wielkopolską, czyli Romanowi Dmowskiemu. Jego wizerunek wraz z Orłem Białym widniał na sektorówce w odcieniach szarości, zaś całość dopełniał transparent z jednym z najsłynniejszych cytatów współzałożyciela endecji: „Jestem Polakiem, więc mam obowiązki polskie” biało czerwoną czcionką oraz chorągiewkami w kolorze tła sektorówki i transa.

Zagłębie - Lech, 27.11. 2009 (10)

Zagłębie - Lech, 27.11. 2009 (4)

Miejscowi również przygotowali oprawę – w postaci kartoniady ułożonej na prostej. Do kartonów odpalone zostały świece dymne. Poza tym Przodek także wokalnie szalał, aczkolwiek w naszych najlepszych chwilach wzajemnie się nie słyszeliśmy. Mimo, że z miejscowymi nie łączy nas już zgoda, łączą nas przyjazne stosunki. Stąd udogodnienia i brak problemów z faktem, że przyjechaliśmy w nadkomplecie oraz brak bluzgów.

Więcej fot tutaj